Ona temu winna...

Co jest z nami nie tak, że zamiast winić sprawcę, szukamy usprawiedliwień i przerzucamy winę na ofiarę. Co jest z nami nie tak, że postrzegamy kobiety, jako te, które muszą być odpowiednio ubrane, bo inaczej same się proszą. Bo przecież krótka spódniczka czy głęboki dekolt są jednoznaczne z wyrażaniem ochoty na seks. To że ładnie wyglądasz, masz makijaż i dopasowaną sukienkę, jasno przecież mówi, że szukasz faceta. A potem wielkie halo, że coś się stało. Ona sama temu winna - trzeba było nie prowokować. No jak można było się oprzeć, jak tak wyglądała? To w zasadzie jej wina, że sprowadziła mężczyznę na złą drogę i przestał myśleć. Ona temu winna...
A jak była ubrana? Może miała duży dekolt? Pewnie sama go sprowokowała... Trzeba było nie zakładać takiej krótkiej spódniczki! Albo lepiej pilnować drinka... Za każdym razem, gdy czytam takie komentarze, gdy widzę taką postawę w jakimś filmie albo serialu lub co gorsza zderzam się z nią na żywo, w głowie mam tylko jedną myśl - skąd do cholery biorą się takie pytania?! 




6 lat spędziłam w oazie. Codziennie na mszę musiałyśmy nosić spódniczki za kolano. Taki był ogólny wymóg - zdarzały się oazy, na których ta zasada była przestrzegana mniej restrykcyjnie i spódniczka do kolana też mogła być odpowiednia. O ile miała odpowiedni krój. Bo ubierając się do kościoła musisz też myśleć o tym, jak to będzie wyglądać, gdy usiądziesz. Bo długa wąska sukienka, gdy siadasz to się podciąga i będzie ci widać uda, co może przyczynić się do zgorszenia jakiegoś mężczyzny. Widoki zza ołtarza podobno bywają ciekawe...
Im dalej w las, tym więcej się wymaga. O ile, gdy miałyśmy po 13 lat nikt nie miał problemu z tym, że na wieczorne gry i zabawy dziewczyny zakładały krótkie spodenki, o tyle, gdy miałyśmy po 17 lat okazało się, że taki strój nie przystoi przykładnej katoliczce, bo może nim przyczynić się do grzesznych myśli mężczyzny. Bo zawsze, gdy się ubierasz, to powinnaś myśleć, czy przypadkiem nie sprowokujesz mężczyzny do grzech - chociażby jego grzesznych myśli.

Wiem, że są ludzie, którzy sprzeciwiają się każdemu kanonowi ubioru. Nie znoszą strojów galowych i nie rozumieją, czemu na rozpoczęcie roku czy maturę nie można przyjść w innym kolorze niż biel i czerń, a podarte jeansy w banku to średni pomysł. I ja to rozumiem, bo strój to tylko trochę materiału i nie powinien nas w żaden sposób definiować. Ja jednak po prostu lubię pewne ubiorowe konwenanse. Zawsze uwielbiałam strój galowy, do teatru zakładam sukienkę, a do kościoła coś, co zakrywa moje ramiona i nie jest bardzo krótkie. Nie robię tego jednak dlatego, żeby nie zgorszyć mojego brata w wierze. Robię to ponieważ idę do świątyni i uważam, że mój szacunek do domu Boga wymaga tego, żeby ubrać się elegancko. To działa dokładnie tak samo, gdy idę do teatru, albo zwiedzam meczet - szacunek do miejsca, okazji czy tradycji wymaga ode mnie konkretnego zachowania i ubioru, wiec go przestrzegam. Więc wszystko byłoby w porządku z tymi oazowymi spódniczkami, gdybyśmy nosiły je dlatego, że są eleganckie, a nie dlatego, że nie będą siać zgorzenia wśród płci przeciwnej.




Gdybym była facetem i spotkała się z takim bullshitem, to bym się porządnie wkurzyła. Serio, poczułabym się urażona, że ktoś myśli, że zamiast mózgu mam tylko penisa i jak widzę kobietę w krótkiej spódniczce, to zupełnie nie myślę i od razu zdejmuję jej majtki. No serio? Zawsze mnie wkurzało to tłumaczenie, że jako kobieta mam dbać o to, żeby nie przyczynić się do grzechu mężczyzny. No to trochę ci oazowi chłopcy byli trzymani w jakiejś mydlanej bańce pełnej dziewcząt w rozkloszowanych spódniczkach w kolano, miłych, ułożonych i grzecznie spuszczających wzrok, by nie sprowokować spojrzeniem. Tymczasem w normalnym świecie kobiety chodzą ubrane bardzo różnie i co z nimi? Można ich nie szanować, skoro przecież same się nie szanują, czy jak? Bo ja zgubiłam tutaj wątek.

I choćbym chodziła naga po ulicy, to można mnie uznać winną jedynie za obnażanie się w miejscu publicznym. I za nic więcej. Bo każdy ma swój mózg i powinien z niego korzystać. Za każdym razem wywołuje we mnie oburzenie, gdy to dziewczynkom mówi się, że mają być ubrane skromnie, a nie chłopcom, że to jak kobieta jest ubrana, nie może wpływać na jego zachowanie. Za każdym razem dziwi mnie, gdy ludzie rzucają takim tekstem w "dzisiejszych czasach", kiedy mogłoby się wydawać, że jesteśmy już uświadomieni, a rola kobiety w społeczeństwie nie sprowadza się tylko do roli usłużnej pani domu i matki. Jeśli kiedyś będzie mi dane napisać doktorat to będzie poruszał właśnie ten temat - wiktymizację wtórną ofiar przestępstw seksualnych. I gdy tak sobie nie rozumiem, skąd biorą się te wszystkie okropne pytania, to przypominam sobie, czego byłam uczona przez lata i zaczynam rozumieć skąd to się bierze. I może założenie i chęci są dobre, nie mam pojęcia, ale efekt jest fatalny. Bo nawet jeśli przekaz nie jest bezpośredni, to podprogowo mówi, że jeśli ona nie była odpowiednio ubrana, to sama jest sobie winna. A to straszne myślenie, które podnosi mi ciśnienie lepiej niż potrójne espresso. Więc uświadamiajmy, tłumaczmy, próbujmy zmieniać podejście i schematy wpajane dużej części społeczeństwa od najmłodszych lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)