Jak się żyje w okupowanym państwie?

Od półtora miesiąca mieszkam sobie na Cyprze. Ostatnim europejskim państwie, które jest okupowane. Ostatnim europejskim państwie, przez które przebiega granica. A dokładniej w Nikozji - jedynej europejskiej stolicy, która jest podzielona. Przez środek miasta przebiega granica, stoją strażnicy, jest kontrola graniczna, a po przejściu na "turecką" stronę włącza się szalenie drogi roaming, bo przecież już nie jesteśmy w Unii Europejskiej, zmienia się waluta i kolor flag. Tylko ruch pozostaje dalej lewostronny. Przylatując na Cypr wiedziałam o tym wszystkim, nie miałam jednak pojęcia, czy widać na ulicach, że w tym kraju nie panuje pokój, czy na co dzień da się odczuć, że jedna trzecia kraju jest nadal okupowana. Czy na Cyprze żyje się inaczej niż w Polsce? To na pewno.


Kyrenia


Dwie narodowości

Długi czas obok siebie żyli razem cypryjczycy greccy i tureccy. Wymieszani na całej wyspie. 20 lipca 1974 roku rozpoczęła się inwazja turecka na Cypr, na skutek której zostało zajęte 37% północnej części kraju. Turecka Republika Cypru Północnego - taką nazwę nosi północna część wyspy. Jednak nie do końca oficjalnie, bo jako państwo jest uznawana tylko przez Turcję... Oficjalnie więc jest to okupowana część Cypru. Dla mnie to wcale nie jest taka oczywista sytuacja, ale nazwanie północnej części częścią turecką przy Greku cypryjskim jest dużym faux pas. Mieszkając na południowej części wyspy słyszę o tym, jak Turcy najechali na wyspę i okupują część wyspy, jak Grecy musieli opuszczać swoje domy na północy i uciekać na południe. Nikt jednak nie mówi głośno o tym, że na południu też mieszkali Turkowie i też musieli opuścić swoje domy, a Grecy też przelali sporo krwi. Nie wspomina się też o tym, że przed inwazją turecką, Grecy cypryjscy, stanowiący na wyspie większość, chcieli przyłączyć Cypr do Grecji. Turcja natomiast proponowała podział wyspy. Dwie różne narodowości, kultury, religie i języki. Czy zrobienie z Turków cypryjskich Greków przez przyłączenie do Grecji było dobrym pomysłem? Nie sądzę i w pewnym stopniu nie dziwię się, że doszło do takiego zdarzenia. Mimo, że od inwazji minęło już 45 lat, sytuacja nadal nie jest rozwiązana.


Pafos


Codzienność na Cyprze


Codziennie rano wstaję, a za oknem widzę słońce i niebieskie niebo. Często budzi mnie dźwięk klaksonów, bo kierowcy są tutaj szaleni. Mój przystanek nazywa się Apoel. Słowo to wypisane jest na wielu budynkach i murach. Apoel Limassol to lokalna drużyna piłkarska.  Czyli to trochę tak, jakbym mieszkała na Widzewie. Idę po chleb do lokalnej piekarni, na większe zakupy jadę autobusem do Lidla, a kawę mogę wypić w kawiarni na rogu. I nawet serek wiejski mają w sklepach - smak, którego bardzo brakowało mi w Hiszpanii. Codzienność jest całkiem spokojna i normalna. Czasami widzę żołnierzy, a gdy zbliżam się do granicy, po drugiej stronie powiewają flagi tureckie, a w zasadzie flaga Turcji i Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Na południu obok flagi cypryjskiej, zawsze powiewa też flaga grecka. Co daje do myślenia. Tak jak to, że na Eurowizji Cypr zawsze daje Grecji najwięcej punktów, co wzbudza ogólne niezadowolenie. Bi niby to państwo niepodległe, ale na każdym kroku widać silne powiązania z Grecją i ukłony w jej stronę. Jak choćby to, że studenci z Grecji dostają darmowe obiady na mojej uczelni. Nie dziwię się więć, że część moich znajomych, gdy słyszała, że lecę na Cypr, pytała, czy to grecka wyspa. Największa różnica jest taka, że przez państwo przebiega granica, jest kontrola graniczna, a strażnicy sprawdzają tożsamość. Jeśli chcę wybrać się do północnej Nikozji, albo pojechać na północ kraju, muszę przejść przez granicę. Pokazuję dowód dwóm strażnikom - po stronie greckiej i po stronie tureckiej. I tyle. Nie potrzebuję paszportu, nie potrzebuję wizy. Nie ma kolejek. To swego rodzaju formalność, chociaż przekroczenie granicy w niewyznaczonym miejscu grozi aresztem, a Grecy cypryjscy mogą przekraczać granicę dopiero od 2004 roku.

Czy jest inaczej? 

Tak. Na Cyprze żyje się zupełnie inaczej niż w Polsce. Ale nie dlatego, że część kraju jest okupowana. Tego tak naprawdę na co dzień się zupełnie nie odczuwa. Nie widać tego. Może poza Waroszą - opuszczonym kurortem, 4 kilometry plaży i hoteli, które niegdyś były luksusowe. W tym miejscy faktycznie widać, że działo się tu coś strasznego. Ale poza tym tego nie widać. Na Cyprze żyje się inaczej, bo ten kraj mało przypomina inne europejskie państwa. Nie znam innej europejskiej stolicy, w której ostatni autobus jedzie o 21, a rozkład podany jest tylko dla pierwszego przystanku, więc godzinę odjazdu trzeba oceniać na oko. Jest tu mnóstwo śmieci, które walają się wszędzie, przestrzeń publiczna często jest zaniedbana, a chodników praktycznie brak. W sklepach na siłę wciskają foliówki, a przy kasie za darmo można sobie wziąć słomkę zapakowaną w folie. Bo słomki to jakieś dobro narodowe - Cypryjczyk wkłada słomkę nawet do swojego kubka termicznego. Więc tak, żyje się tu inaczej. Bez samochodu żyje się bardzo trudno, bo komunikacja nie jest na poziomie, do którego przyzwyczajają inne europejskie państwa. Widzi się, że świadomość ekologiczna jest znacznie niższa niż chociażby w Polsce, a umówmy się, że raczej w czołówce nie jesteśmy. Jest inaczej. Często trudniej, często wiele rzeczy irytuje i wkurza. Ale codziennie świeci słońce. Po obu stronach granicy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)