A ja zostaję w Polsce

Z Modlina najtaniej. Najtaniej, żeby uciec z Polski po ogłoszonych wynikach wyborów. To już wiem. Wiem też, że całkiem niedawno kupiłam bilet powrotny do Polski i że chcę w niej zostać. Miałam milion burzliwych i szalonych pomysłów na to, co mogę robić w życiu. Sprawdzałam, jakie certyfikaty umożliwią mi naukę angielskiego w Tajlandii, szukałam pomysłów na zdalne zarabianie i jeździłam palcem po mapie, zastanawiając się, gdzie chciałabym zamieszkać najbardziej. Teraz wiem, że chociaż kocham podróże, to mój dom jest w Polsce i to tam czuję się u siebie (no dobra, część mojego serca mieszka w Barcelonie..). I ja, chociaż nie głosowałam na zwycięską partię, to w Polsce zostaję. W tej Polsce, w której trzeba protestować pod sądami, w tej Polsce, w której pietruszka jest droższa od drobiu, a brak dzieci i męża to hańba, która może sprawić, że zwolnią mnie z pracy.




Wielkie zdziwienie 


To co mnie zaskakuje, to wielkie zdziwienie dotyczące wyników wyborów. Cóż... sondaże pokazywały podobne wyniki przez cały czas, a końcowy wynik wyborów nigdy nie odbiega od sondażowego jakoś znacząco. Po to właśnie są przeprowadzane sondaże. Dla mnie zaskoczeniem byłoby, gdyby to nagle lewica wygrała.I jasne, że mogę powiedzieć, że się nie zgadzam z wynikiem, że uważam, że siły powinny ułożyć się inaczej, że nie rozumiem tego wyboru. Ale to wybór społeczeństwa. I to z czego powinniśmy się cieszyć, to że frekwencja była rekordowa, a to znaczy, że coraz większej ilości obywateli zależy na losach kraju. A do różnych poglądów każdy z nas ma prawo, więc głosując za miłością, równością i pokojem, nie obrzucajmy potem błotem tych, którzy wybrali inaczej. Można się nie zgadzać, ale nie ma sensu obrażać się nawzajem. Tyle słowem powyborczej refleksji. 

Bo kocha się pomimo 


Kiedyś oglądałam jakąś ckliwą komedię romantyczną i padło tam jedno zdanie, które zostało mi w głowie - lubi się za coś, a kocha się pomimo czegoś. I ja kocham mój kraj, chociaż mogę wymienić niezliczone "pomimo". Cóż... nie znajduję się w żadnej grupie beneficjentów partii rządzącej, więc pozorne blaski nie przysłaniają mi cieni. I mogę wymieniać milion rzeczy, które mnie frustrują w moim kraju. Od całego politycznego syfu, przez pogodę, do nastawienia ludzi w wielu kwestiach. Mogę narzekać na to, że internet za granicą mnie kosztuje, a innych nie, że podatki wysokie, że nie mam praw, które inni mają, a te szkodliwe uchwalane są w pośpiechu. Ale to wszystko nie zmienia, że to w Polsce czuję się jak w domu. Że chociaż płynnie komunikuję się po angielsku, to polski jest dla mnie językiem najważniejszym i najbardziej emocjonalnym i to w tym języku potrafię zbudować najgłębsze relacje. Że chociaż, gdy jestem w Polsce, to narzekam na beznadziejną pogodę, to dziś mi brakuje złotej polskiej jesieni i szelestu liści pod butami. Bo to w Polsce mam babcine pierogi, dobrą komunikację miejską i milion innych drobiazgów, które docenia się dopiero, gdy pomieszka się chwilę dłużej za granicą.

Tyle mogę zrobić dla mojego kraju 

Wychodzi na to, że za jakieś 9 miesięcy będę (nie, nie matką) całkiem dobrze wykształconym człowiekiem. Mam poczucie, że to najlepsze, co mogę zrobić dla mojego kraju, który kocham - zostać w nim i starać się dawać z siebie to, co najlepsze. Może kiedyś uda się dołożyć maleńką cegiełkę do tego, żeby w moim kraju żyło się lepiej. Może uda mi się kształcić nowe pokolenia prawników i robić to najlepiej, jak tylko będę umiała. Może uda mi się zmienić życie choć jednej osoby na lepsze. I zupełnie nie oceniam i nie krytykuje tych, którzy wyjeżdżają. Wręcz przeciwnie, patrząc na możliwości wielu osób to ja ich to świetnie rozumiem i być może mówię tak, bo mój dyplom za granicą nie będzie miał większego znaczenia. Ale Polska jest dla mnie ważne i chociaż tyle mogę dla mojego kraju zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)