Ta nieszczęsna owłosiona pacha...

Jest coś takiego jak ruch body positive, czy po polsku ciałopozytywność. Główny zamysł jest taki, by promować miłość do swojego ciała i postawę akceptującą to, że nasze ciała się między sobą różnią, sylwetki odbiegają od wyznaczanych przez modę kanonów, a każde ciało - niezależnie od tego, czy jest drobne, czy puszyste jest piękne. A przede wszystkim - cudze ciało, to nie Twoja sprawa. I ja się z tym wszystkim zgadzam. A mimo to ogromna część treści dotyczących ciałopozytywności mnie strasznie wkurza i wzbudza mój sprzeciw. Bo istotą podejścia body positive powinna być akceptacja po pierwsze dla swojego ciała, a po drugie szanowanie cudzych wyborów i nie narzucanie swoich jako tych "bardziej słusznych". A takie komunikaty docierają do mnie za każdym razem, gdy wejdę na któryś profil promujący bodypositive, a co za tym bardzo często idzie w parze i feminizm. I zastanawiam się, czy trochę nie wpadamy w tym momencie w błędne koło? Bo nie jest spoko, gdy promujemy tylko szczupłe sylwetki, nie jest spoko, gdy pokazujemy ogolone pachy na plaży, ale gdy pokazujemy nieogolone ciała, mówiąc, że bez włosów to tak dziwnie i nienaturalnie, to wszystko jest okej? Dla mnie nie do końca...




Ta nieszczęsna owłosiona pacha... 

Jasne, każdy z nas ma włosy na ciele. Kobieta też, choć na reklamach ich nie ma. Poza włosami pod pachami, na nogach, rękach, w miejscach intymnych, a czasami i na twarzy ma też okres. Co również nie jest rzeczą, którą się pokazuje w mediach. Czy to znaczy, że jakoś oszukujemy rzeczywistość? Jak dla mnie nie. Pokazujemy jej kawałek, tak jak w każdej innej sferze. Ta nieszczęsna owłosiona pacha i włosy łonowe wystające spod majtek to dla mnie symbol manifestu ciałopozytywności. Symbol, który estetycznie mi się nie podoba. Którego nie mam potrzeby oglądać, tak jak i nie namawiam nikogo do oglądania mojej ogolonej pachy. W końcu to tylko pacha... co w tym interesującego? A to czy ktoś na co dzień sobie goli czy nie goli tego, co tam chce sobie golić bądź nie zupełnie mnie nie obchodzi. Twój wybór - nie namawiaj mnie tylko do tego, żebym też zapuszczała sobie bujne owłosienie na swoim ciele. Bo ja tego nie chcę. I nie opowiadam na lewo i prawo o tym, jak to fajnie jest mieć gładkie nogi. A fajnie jest.
Jednak te owłosione pachy nie przeszkadzają mi aż tak bardzo, żebym poświęcała im cały tekst. Punktem kulminacyjnym okazało się dla mnie zdjęcie kubeczka menstruacyjnego (którym mam, lubię i używam) z zawartością. Przesłanie było takie, że każda kobieta ma okres i nie można tego ukrywać, ani się tego wstydzić. Trzeba pokazywać, bo to normalna część życia i nie ma po co udawać, że jest inaczej. Cóż... Każdy też robi kupę. To też normalna sprawa. Mam nadzieję, że nie dożyję dnia, w którym na Instagramie zacznie pojawiać się ruch promujący pokazywanie zawartości sedesu. Not.

Lubię estetykę 

I to nie chodzi o to, że oszukuję świat, że jestem jakaś nimfą wodną bez włoska na ciele, a menstruacja omija mnie szerokim łukiem, gdyż w moim ciele płynie instagramowa ambrozja zamiast krwi. No nie. Ale ja po prostu lubię estetykę. Lubię to, co ładne. I choć wiele elementów natury jest naszą codziennością, to zdecydowanie nie każdy z tych elementów jest przyjemny i ładny. Po wyrwaniu ósemki puchnie się i to normalna rzecz. Więc nie wstawiam wtedy swoich selfie, bo wyglądam jak niesymetryczny chomik. Czy to znaczy, że nie akceptuję siebie? No nie, po prostu w  danej chwili nie wygląda tak, jak lubię. Gdy na śniadanie jem omleta, który się rozwalił, to go nie pokazuję, bo wygląda brzydko. I dokładnie tak samo mam z owłosionymi nogami i pachami, krwią w kubeczku menstruacyjnym i innymi "normalnymi" rzeczami dotyczącymi ciała, która po prostu nie są ładne. 

Podwójne standardy

Podobno to całe golenie różnych części ciała przez kobiety to podążanie za modą. To kreowanie podwójnych standardów. Bo przecież mężczyźni tego nie robią i nikt nie mówi, że wyglądają źle z nieogoloną pachą, a już kobieta wzbudza wtedy spore poruszenie. I generalnie to usuwanie owłosienia przez kobiety nie jest ich wyborem tylko społecznym przymusem. I tak się zastanawiam, czy te wojujące o owłosione pachy kobiety, nie kreują tych podwójnych standardów same. Bo czy to nie te same kobiety walczą o to, by być nazywane psycholożkami, prezydentkami i adwokatkami? Żeby tak bardzo podkreślić swoją kobiecość i odrębność od mężczyzn na każdym kroku (tu polecam mój tekst o tym, że jestem kobietą i nic tego nie zmieni), a jednocześnie chcą mieć nieogolone pachy, bo mężczyzna tak może. Dla mnie coś tu się nie zgadza.
Poza tym... Jakie podwojenie standardy? Męska owłosiona pacha wygląda dla mnie dokładnie tak samo nieestetycznie i niehigienicznie.




A co jeśli masz "ładne" ciało?

Takie wiesz, może nie jak modelka z pokazów Victoria's Secret (bo Anja Rubik to przecież okropny wieszak...), ale naprawdę fajne. Do tego omija cię cellulitis i nigdy nie zrobiły Ci się rozstępy. Albo chodzisz regularnie na siłkę, żeby mieć zgrabne i przede wszystkim SPRAWNE ciało. A nie daj Boże masz do tego symetryczną twarz, bez worków pod oczami, trądziku i ciemną oprawę oczu. No to skandal jest! Sorry, ale nie możesz być body positive, bo wstawiając swoje zdjęcia tylko wpędzasz innych w kompleksy (tak, trafiłam na taki artykuł). No bo body positive musi pokazywać niedoskonałości, to co brzydsze w ciele. Więc, jak masz ładne ciało, nawet jeśli na nie ciężko zapracowałaś, to Twoja sprawa, że je lubisz, ale lepiej się tym nie chwal. I tu chyba mamy podstawowy problem. Bo przecież właśnie o to w tej całej ciałopozytywności chodzi, żeby lubić swoje ciało, żeby pokazywać, że ciała są różne. Nie tylko zgrabne i jędrne, ale też z rozstępami, cellulitem, dodatkowymi kilogramami. Po prostu różne. Ale ze skrajności wpadamy w skrajności i zaczynamy pokazywać tylko to, co odbiega od obecnie panującego kanonu piękna. I to nie jest okej. Bo dochodzi do tego, że zaczynamy promować otyłość, a szczupłych ludzi nazywa wieszakami. I ani otyłość ani anoreksja nie są dobre, bo obie są chorobami. Ale może mówmy o tym głośno, a zamiast oceniać sylwetki promujmy szacunek do drugiego człowieka bez względu na wygląd? 

Moje pachy moja sprawa

I na koniec ostatnie przesłanie. Taka kwintesencja tego tekstu - moje pachy, moja sprawa. Ja Ci nie macham maszynką przed nosem i nie mówię, że włosy są obleśne, bo to Twoja sprawa i Ty masz się czuć komfortowo w swoim ciele. Ale nie namawiaj mnie do tego, żebym sama poczuła naturę, bo ja lubię moje gładkie ciało. I choć mam cellulit i rozstępy, to specjalnie wstawiłam do tego tekstu zdjęcia, na których ich nie widać. I to nie jest oszustwo. To po prostu lepsze ujęcie. W lustrze też nie zawsze widać ten legendarny cellulit. To, że nie pokazujemy wszystkiego, co brzydkie, nie oznacza, że udajemy, że tego nie ma albo tego nie akceptujemy. End of story.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)