Obawy związane z Erasmusem

Wczoraj porządkowałam rózne papiery i dokumenty i znalazłam swój bilet lotniczy do Barcelony. Dzisiaj mija dokładnie rok, odkąd sama poleciałam na swojego pierwszego Erasmusa. No dobra, to nie był taki prawdziwy Erasmus, bo była to wymiana w ramach praktyk, a nie studiów. Ale poza tym, że za granicą mieszkałam krócej, to powiedziałabym, że było to nawet trudniejsze zadanie. Tymczasem za niecałe dwa miesiące rozpocznę kolejną erasmusową przygodę - tym razem na Cyprze. Dlatego postanowiłam podzielić się z Tobą moimi obawami związanymi z wyjazdem - zarówno tym pierwszym, jak i tym nadchodzącym. Mimo strachu wiem, że to na pewno dobra decyzja, więc mam nadzieję, że jeśli się wahasz i zastanawiasz nad taką przygodą, to być może mój tekst pomoże Ci podjąć decyzję i się odważyć.





Nie mam z kim jechać


Powiem Ci bez bicia - wydawało mi się, że muszę jechać z kimś. No bo sama to jak? Jak tu podróżować samemu? Po co? Z kim będę rozmawiać? Kto mi zrobi zdjęcia (tak, o to też się martwiłam i kupiłam sobie specjalnie slefiesticka...). A poza tym- czy to w ogóle bezpiecznie?! I jak ja sobie z bagażami poradzę... nie no, sama, a w dodatku dziewczyna - lepiej zostać w domu. Na szczęście ta obawa mnie zupełnie nie powstrzymała i po prostu poleciałam sama. Teraz też lecę sama, nie znam nikogo i przyznam szczerze, że cieszy mnie ten fakt. Bo gdy się leci samemu, to siłą rzeczy poznaje się dużo więcej ludzi, niż gdy pojedzie się z kimś. Wtedy się trzyma głownie z tą osobą i tyle. A tak jest większa szansa, że poznasz kogoś wyjątkowego!

Ale jak ja znajdę mieszkanie?


No nie powiem, to faktycznie jest jedno z większych wyzwań. Ale czy w dobie internetu tak naprawdę coś jest nie do zrobienia? Opcje moim zdaniem są dwie - albo szukasz czegoś, będąc jeszcze w Polsce i rezerwujesz z wyprzedzenie, albo jedziesz na miejsce i pierwsze kilka dni spędzasz w hostleu, a mieszkania oglądasz na miejscu. Pierwsza opcja daje Ci pewność i spokojny sen, ale często wypada drożej. Przy takim rozwiązaniu polecam też korzystać ze sprawdzonych serwisów typu: uniplaces czy spotahome. Zapłacisz co prawda prowizję, ale masz pewność, że mieszkanie istnieje, a w razie czego serwis Ci pomoże. Ja tak zrobiłam, lecąc do Barcelony i na pewno trochę przepłaciłam. Ale z drugiej strony - czułam się bezpiecznie i się nie stresowałam, że nic nie znajdę na ostatnią chwilę. Moi znajomi jednak tak robili i dobrze na tym wyszli. Warto przed wyjazdem zorientować się też, jak wygląda rynek mieszkań  w danym mieście - jakie są przeciętne ceny, na co zwrócić uwagę itd. W Barcelonie na przykład częste są pokoje z tzw. "oknem wewnętrznym", czyli oknem, które wychodzi tylko na patio (to i tak nieźle) albo na szyb (coś jak szyb od windy), a nawet po prostu do drugiego pokoju... Nie wiedząc o tym, można nie zwrócić na to uwagi na zdjęciach, a to bardzo ważna kwestia.

Na pewno się nie dogadam 


No to już nie mnie oceniać, bo nie wiem, jaki masz poziom języka. Ale gwarantuję Ci, że jeśli mówisz po angielsku choć trochę lepiej niż ja po hiszpańsku (a znam wyłącznie podstawowe zwroty), to na pewno dasz radę! To w końcu nie chodzi o to, żeby popisywać się wyszukanym słownictwem i skomplikowanym konstrukcjami gramatycznymi, tylko, żeby się DOGADAĆ. Serio, poradzisz sobie, a po dwóch tygodniach używania języka obcego non stop, będziesz wypowiadać się z dużo większą łatwością. A poza tym... od czego jest google translator? W Barcelonie mieszkałam u hiszpańskiej rodziny - ja nie mówiłam po hiszpańsku, a oni po angielsku, ale za pomocą tłumacza dawaliśmy jakoś radę.



Nikogo nie poznam 


To jest hit. Ja jestem bardzo otwartą i kontaktową osobą. Poznaję nowych ludzi bez żadnego problemu. Ale i tak martwiłam się, że lecąc do Barcelony sama na bank przez dwa miesiące nikogo nie poznam i będę cały czas siedzieć sama. Najpewniej w pokoju, bo sama to po co mam gdzieś wychodzić. Po pierwsze - możesz teraz wybuchnąć śmiechem. Poznałam mnóstwo ludzi i to bardzo szybko, a z częścią do dziś utrzymuję kontakt. Mnóstwo ludzi jest w takiej samej sytuacji, jak Ty i chce poznawać inne osoby. Masz od tego grupy na Facebooku, które bardzo to ułatwią, masz różne wydarzenia organizowane w tym celu. Easy, dasz radę! A jeśli jedziesz na studia, to już w ogóle... Przecież cała reszta studentów z Erasmusa też nikogo nie zna i też chce kogoś poznać. To się musi udać! 

Jak ja sobie poradzę? 


Tak w ogóle ze wszystkim. Ze studiami przede wszystkim - jak pozdaję tam egzaminy, jak w ogóle dam radę, czy zrozumiem wykłady, czy podołam nauce. Jak się odnajdę w codzienności za granicą. No hej! Dasz radę. Codzienność nie odbiega aż tak bardzo od polskiej. Jasne, jest inaczej - ale to nie są aż takie różnice, żeby nie można się było zaadaptować. A z nauką dasz radę na pewno. W końcu ktoś stwierdził, że dasz radę przyznając Ci ten wyjazd. Poza tym - znasz kogoś, kto sobie nie poradził ze studiami na Erasmusie? Pomyśl też o tym, jak wyglądają na Twojej uczelni zajęcia w języku obcym. U mnie to czysta formalność... Jasne, są też uczelnie, na których trzeba się uczyć i faktycznie wymaga to sporo pracy - ale łatwo się możesz o tym dowiedzieć, wybierając uczelnie, do której chcesz aplikować. Jeśli boisz się, że sobie nie poradzisz na prestiżowej uczelni, to się nie bój - zastanów się tylko, czy wolisz na Erasmusie się więcej nauczyć i rozwinąć, ale ciężej pracować, czy potraktować tę wymianę jako "wakacje" i bardziej doświadczenie kulturowe. 

Będę tęsknić


No pewnie będziesz. Trochę i czasami. Bo tak ogólnie to nawet nie będziesz mieć na to czasu. A po powrocie do kraju będziesz tęsknić za znajomymi z Erasmusa. Ale też przez chwilę, bo potem się zajmiesz swoim życiem i codziennością i nie będziesz mieć na to czasu. Tutaj najtrudniejszą kwestią są związki. Sama trochę z tego powodu się do tej pory na Erasmusa nie zdecydowałam i bardzo żałuję. Bo wiesz co, to jest tylko kilka miesięcy-  zależnie od uczelni 4 albo 5. To naprawdę nie jest długo. Można się nawet w tym czasie bez problemu odwiedzić. No kurde! Zleci tak szybko, że nawet nie zauważysz, a relacja tylko może na tym zyskać. To też czas, który zweryfikuje znajomości - okaże się z kim nadal masz wspólny język po powrocie. Może jakieś relacje się urwą, ale... co z tego? Jeśli nie przetrwały próby czasu (tak krótkiego), to czy w ogóle były warte Twojej uwagi?


To takie obawy, z którym ja się w mniejszym lub większym stopniu zmagałam przez pierwszym wyjazdem i trochę zmagam teraz, choć gdy już mniej więcej wiem, z czym to się je, to obawy są mniejsze. Teraz najbardziej martwi mnie, że będę musiała dużo czasu spędzać na uczelni i będę go miała za mało na podróżowanie, hahaha! Także.... Powiem tylko jedno - WARTO! Lepiej pojechać i stwierdzić - okej, to nie dla mnie, niż żałować, że się nie spróbowało. Daj koniecznie znać, co jeszcze Cię martwi i powstrzymuje przed wyjazdem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)