Co warto zobaczyć we Lwowie?

Lwów. Miasto, które chciałam odwiedzić już dawno temu. Nawet pojawiło się na mojej liście 33 miejsc, które chcę odwiedzić. No i w końcu się udało! Lwów był dla mnie jednym z tych miast, na które się niesamowicie jarałam - że będzie bardzo tanio i tak pięknie, że aż dech w piersiach będzie zapierać. No i nie zapierało. Może to kwestia zbyt wysokich oczekiwań. Naoglądałam się stories pełnych zachwytu nad tym Lwowem i w mojej wyobraźni Lwów zachwycał co najmniej tak bardzo jak Rzym. No i nie do końca. Lwów to dla mnie miasto jak miasto - ładne, ale bardzo biedne i zaniedbane. Nawet najpiękniejsze kamienice są obdrapane, trochę jak w mało reprezentacyjnych zakątkach Łodzi - o której przecież się mówi, że jest brzydka i fuj (nie zgadzam się, ale...). Nie powiem - Lwów ma swoje zalety i przede wszystkim wizyta w tym mieście jest bardzo ciekawym i pouczającym doświadczeniem. Przede wszystkim uświadamia, że wcale w naszym kraju nie mamy aż tak źle, jak zwykliśmy narzekać na każdym kroku. Dlatego szczerze i bez ściemy pokażę Ci, co we Lwowie warto zobaczyć, a co bym sobie odpuściła.





1. Opera Lwowska


To chyba najpiękniejszy budynek w całym Lwowie. Trzeba przyznać, że robi ogromne wrażenie. A największą zaletą Opery Lwowskiej jest... cena biletów! My wybrałyśmy się na Aidę za 7 złotych... To były najtańsze bilety i naprawdę zastanawiałam się, czemu zdecydowałam się na najtańszy bilet, skoro bilet w najlepszej strefie mogłam mieć za ok. 30-40 złotych... Za tyle to w Polsce trudno pójść do teatru. W każdym razie w operze byłam pierwszy raz w życiu i to było świetne doświadczenie, także jeśli będziesz we Lwowie to bardzo polecam.
Jeżeli chodzi o wnętrze Opery Lwowskiej, to słyszałam, że jest niesamowite. Nawet można kupić bilet na samo zwiedzanie opery (który potrafi być droższy niż bilet na operę...). No i tak - było pięknie. Ale w Teatrze Słowackiego w Krakowie jest równie piękne, a wszystko jest zadbane i odnowione. A to duża różnica. I może to pułapka podróżowania i porównywania jednego miejsca do drugiego, ale przez to Opera Lwowska zrobiła na mnie wrażenie, ale nie AŻ takie.

 


2. Stare Miasto 


W zasadzie zaczyna się od Opery. To jest mój ulubiony element niemal każdego miasta - uwielbiam się po prostu powłóczyć i trochę zgubić. Przysiąść to tu to tam, wypić dobrą kawę albo piwo i po prostu patrzeć na miasto. Pochodzić tak bez celu, bez pośpiechu, po prostu. 



3. Włoskie podwórko, Rynek 6 


Wstęp na włoskie podwórko jest płatny, ale opłata jest symboliczna. W kamienicy znajduje się też Muzeum Historyczne, ale powiem szczerze - nie są to moje klimaty, więc tam nie wchodziłam. Włoskie podwórko to piękna kamienica z arkadowymi balkonami - nazywana też małym Wawelem. W środku jest kawiarnia - można posiedzieć i cieszyć się ładnym widokiem i muzyką na żywo. Bardzo podobało mi się to miejsce, miało swój wyjątkowy klimat. 


3. Muzeum Czekolady 


Tuż obok znajdziecie Muzeum Czekolady. To tak naprawdę po prostu kawiarnia, choć w środku można znaleźć sklep z wyrobami czekoladowymi i zobaczyć, jak pan na miejscu przetapia czekoladę. No i napić się czekolady w przeróżnych wersjach albo zamówić pralinki. Nawet jak dla kogoś, kto nie jest fanem czekolady, jak ja to miejsce było bardzo fajne. Przede wszystkim jednak na dachu jest taras widokowy i to miejsce zdecydowanie warto odwiedzić! 


4. Dom Legend 


Jak już mowa o tarasach widokowych, to warto wybrać się też do Domu Legend. W internecie się naczytałam, że to niesamowicie ciekawe miejsce - każde piętro to inna zagadka, wyjątkowy klimat itd. Tymczasem podczas mojej wizyty Dom Legend zmagał się z jakimiś problemami - chwilę przed był jeszcze zamknięty. Podczas mojej wizyty otwarty był taras na dachu ze słynnym maluchem, gdzie można wypić sobie piwo z lwowskiego Teatru Piwa. Jest też zwyczaj, by wrzucić monetę do rynny, aby do Lwowa powrócić. Wszystkie te monety spadają na stoliki, co wzbudza sporo emocji. My monety wyzbierałyśmy i oddałyśmy komuś potrzebującemu - to były grosze, ale we Lwowie biednych osób nie brakuje, więc trochę mnie raziło takie rzucanie pieniędzmi, nawet jeśli dla nas ich wartość jest znikoma... 


5. Arsenał 


Kończąc spacer po Starym Mieście warto dojść do Arsenału - dla zainteresowanych można zwiedzić muzeum związane z bronią, dla tych mniej (to ja) napić się Pijanej Wiśni, przejść do parku naprzeciwko, albo zjeść żeberka sprzedawane na metry w knajpie pod murami arsenału. 


 

 

6. Kościół św. Elżbiety 


Nazwa miała upamiętniać księżniczkę Sissi (pani we Lwowie powiedziała nam nawet, że został dla niej wybudowany, bo Sissi się we Lwowie zakochała). Obecnie to cerkiew św. Olgi. Dostępne jest wejście na więżę kościoła, co ogarnęłam dopiero po wizycie w tym kościele. Także ten... nie popełniajcie moich błędów. 


7. Katedra św. Jura 


Jak już jesteśmy przy kościołach i w okolicy św. Elżbiety to całkiem blisko jest sobór św. Jura - i to bardzo ładne miejsce. Co prawda do środka nie udało mi się wejść, bo akurat było nabożeństwo, ale kommpleks z zewnątrz naprawdę robi wrażenie! Nie ma się co dziwić, ponieważ jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 


8. Podwórko Zagubionych Zabawek 


To miejsce najlepiej pokazuje skrajność Lwowa. Lwów to miasto, w którym za 7 złotych kupisz bilet do opery i kebaba. To miasto, w którym możesz podziwiać piękne zabytkowe budowle i taki twór... czyli podwórko porzuconych zabawek - starych, brudnych, które leżą tam na dworze i niszczeją. Ktoś podobno kiedyś zostawił tam zabawkę, ludzie zaczęli donosić i tak oto powstało to osobliwe, trochę przerażające miejsce. 


9. Cmentarz Łyczakowski 


To kolejne dość osobliwe miejsce, bo nie każdy jest fanem zwiedzania cmentarzy... Ja też nie do końca. Cmentarz Łyczakowski wywołał we mnie skrajne emocje - z jednej strony to stare, albo odrestaurowane pomniki bogaczy, w najdziwniejszy formach i wzorach - tak jakby się prześcigiwali, kto postawi coś ciekawszego i robiącego większe WOW. Może i byłoby to ciekawe doświadczenie, gdyby nie to, że ta parada pośmiertnej próżności jest usytuowana tuż obok cmentarza Orląt Lwowskich, mogił żołnierzy pochowanych obok ich oprawców, a przede wszystkim tuż obok nowej części cmentarza - ofiar obecnie toczącej się wojny. 

10. Pasaż Hausmanna (Krzywa Lipa) 


Trafiłyśmy tu trochę przypadkiem. To taki łodzki OFF Piotrkowska jak dla mnie. Pasaż nowoczesny, klimatyczny, pełen fajnych knajp. Tylko szalenie drogi. To znaczy w cenach takich, jak w Polsce. Czyli np. mała pizza za 20-30 zł. No to niby tak normalnie. Ale przekładając to na średnią pensję ukraińską (ok. 500 zł) to to miejsce jest irracjonalnie drogie. Ale klimat faktycznie świetny! 



11. Kopiec Unii Lubelskiej 


Podobno jeden z najlepszych punktów widokowych Lwowa.... Dla mnie największe rozczarowanie wycieczki. Wyobrażałam sobie dużą zieloną przestrzeń, miejsce, gdzie można usiąść, zchillować i wypić piwko. No nie... To po prostu spęd turystów, kiepski widok i zdecydowanie nic specjalnego. Ja odradzam. Lepiej w tym czasie wybrać się do parku im. Kościuszki i tam pospacerować i posiedzieć na ławce czy trawie. 



I to jak dla mnie na tyle. Z miejsc, które zobaczycie w przewodnikach pojawi się na pewno jeszcze Kopalnia Kawy. Byłam - nie rozumiem idei. To miejsce zostało sztucznie wymyślone pod turystów, tak po prostu. Jest trochę części do "zwiedzania" i tej a la kopalni, możliwość zakupienia kawy i wypicia kawy w piwnicy - podpalanej na miejscu. Show fajne, ale na rynku zdecydowanie znajdziecie lepszą kawę.Można też wybrać się do Cytadeli, Kasyna, czy po prostu posiedzieć w jednym z parków i nacieszyć się zielenią. Po to akurat trzeba przyznać - zieleń jest niesamowita i dużo bardziej intensywna. Coś jest w słowach piosenki "na zielonej Ukrainie..." 

A tekst o tym, jak do Lwowa się dostać, gdzie spać, co jeść i ile to kosztuje już niebawem! A więcej możesz zobaczyć też w przypiętych relacjach ze Lwowa na moim Instagramie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)