Czy singielka może być szczęśliwa?

Trochę trudno mi uwierzyć, że ten czas tak szybko mija, ale niedawno minął rok, odkąd jestem... singlem! Czy tam singielką - jak tam wolisz, mnie to bez różnicy. I pewnie część z Was pomyślała sobie teraz - o matko, biedna dziewczyna, tyle czasu sama... pewnie jest samotna i nieszczęśliwa. A ja powiem Ci, że wręcz przeciwnie - to był świetny rok, który bardzo wiele mi dał, sprawił, że się rozwinęłam i zaczęłam mieć odwagę, by walczyć o to, co sprawia mi szczęście, by próbować, podejmować ryzyko i szukać siebie i swojej drogi. Toteż pomyślałam, że podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami i przemyśleniami, które zrodziły się u mnie przez cały ten rok, zdradzę odpowiedzi na nurtujące Cię pytania i dam znać, co dalej.




Sama = samotna

To chyba najbardziej pokutujący stereotyp dotyczący bycia singlem. Tak jakby niebycie w związku z automatu oznaczało samotność, nieszczęście i jakieś społeczne wykluczenie. A przecież to, że Twój status na Fejsie pokazuje: wolny, nie oznacza, że nie masz znajomych i siedzisz całymi dniami zabunkrowana w domu. Powiem Ci, ze u mnie to nawet okazało się być zupełnie przeciwnie. Zaczęłam poznawać znacznie więcej ludzi, dużo częściej wychodzić z domu, chodzić na różne interesujące mnie wydarzenia, organizowane w okolicy. Przestałam się ograniczać do tego co dobrze znane i bezpieczne i zaczęłam odkrywać to, co mnie ciekawi, choć niejednokrotnie wymaga ode mnie dużo odwagi i samozaparcia. Bo choć na co dzień wydaję się być osobą otwartą i komunikatywną, to uwierzcie mi, że wybranie się na jakieś wydarzenie samej jest bardzo daleko poza moją sferą komfortu. Ale z każdym razem jest łatwiej i absolutnie zawsze jestem zadowolona z tego, że pokonałam swoje głupie wewnętrzne obawy. Ale gdy idzie się gdzieś samemu, siłą rzeczy poznaje się znacznie więcej osób, bo nie ograniczasz się do rozmowy tylko z kimś, kogo znasz. Tak samo jest z samotnymi podróżami - jestem pewna, że gdybym np. do Barcelony poleciała ze swoją "drugą połówką", to nigdy nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi, bo nie szukałabym ich towarzystwa.

Fakt, że będąc singlem znacznie więcej czasu spędza się samemu. Szczególnie, jeżeli wcześniej się razem z kimś mieszkało. Ale to dopiero ten rok nauczył mnie, że bycie samemu też jest w porządku i nie muszę być wiecznie otoczona ludźmi. Dotarło wreszcie do mnie, że sama też mogę się świetnie bawić, nauczyłam się doceniać czas spędzany z samą sobą i go wykorzystywać. Bo zrozumiałam, że czasami każdy potrzebuje być sam.



Czy bycie singlem ma w ogóle jakieś zalety?

Jasne, że tak! Przede wszystkim to świetna okazja, by skupić się na sobie, swoim rozwoju, marzeniach i celach. Na tym, by poznać siebie i nauczyć się cieszyć czasem spędzanym z sobą samą. Zacząć się rozpieszczać, zabierać na randki z samą sobą i robić sobie prezenty. Bo czemu by nie? Dla mnie ogromnym zaskoczeniem było, to że nagle zaczęłam mieć znacznie więcej czasu, bo dysponowałam nim całkowicie sama i mogłam zacząć gospodarować nim całkowicie pod siebie. Po prostu to świetny czas, by zrozumieć, że Ty na to wszystko zasługujesz, że możesz i jedyne, co Cię ogranicza, to Ty sama... I przede wszystkim odkryć w sobie interesującą i wartościową kobietę, która nie godzi się na bylejakość i ma wysokie standardy, bo wie, że na to zasługuje.
I jasne, że życie singla ma też wady. Nie masz z kim dzielić rachunków, wszystkie domowe obowiązki spadają na Ciebie no i znacznie trudniej znaleźć partnera na wesele. Ale przecież życie w związku, jak wszystko, też ma wady. Mogę Cię zapewnić tylko o jednym - to absolutnie nic strasznego.


3 lekcje, których nauczyłam się, będąc singlem 

Te lekcje nie wynikają bezpośrednia ze statusu związku, ale akurat ja przyswoiłam je dzięki temu, że zostałam singlem. I dla mnie to zupełnie nie jest przypadek, bo wiem, że mocno rozwinęłam skrzydła i od roku czuję, jak wiatr mocno w nie dmucha i dodaje mi siły.
Po pierwsze - marzenia się nie spełniają. To my sami jesteśmy kowalami swojego losu i marzenia spełnią się tylko, jeżeli o nie zawalczymy. Nauczyłam się też marzyć odważnie i pragnąć wielkich rzeczy, bo życie pokazało mi, że jak tylko zaczynamy patrzeć i szukać, to potrafi bardzo mocno pozytywnie zaskoczyć.
Po drugie, przeciętność mnie nie zadowala. Nie czuję się szczęśliwa, gdy coś jest po prostu w porządku - niby mogłoby być lepiej, ale gorzej przecież też, więc nie ma co narzekać. To zupełnie nie dla mnie. Jestem zachłanna życiowo i chcę otaczać się tylko tym, co jest dla mnie całkowicie dobre, a nie tylko w porządku.
No i na koniec - nie ma rzeczy, której nie dam rady zrobić. No nie ma i tyle. Wystarczy, że wystarczająco mocno w coś będę wierzyć, całym sercem pragnąć i z całych sił na to pracować, a wiem, że dam radę. Bo grunt, to uwierzyć w siebie i swoje możliwości i nie dać sobie podciąć skrzydeł.

I tak sobie patrzę na różne singielki i myślę sobie - kurde, to są świetne babki! Jak można się zastanawiać, czy mogą być szczęśliwe? Przecież to oczywiste, że tak! Patrzę sobie na taką Anitę z No to jestem, która po rozwodzie dostała takiego rozpędu, że chyba zatrzyma się dopiero gdzieś na Księżycu - i myślę sobie, to jest niesamowita kobieta! I widzę, jak z każdym dniem poznaje siebie lepiej i promienieje coraz bardziej i to jest piękne. A co dalej? To życie pokaże. Nie ma się co nad tym zastanawiać.
A w całym tekście podlinkowałam Ci sporo moich tekstów, które powstały w tym roku i które uważam za szczególnie warte przeczytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)