Jak znaleźć czas, gdy go nie masz?

Tak wiele ambitnych planów, tyle marzeń i celów. A, no i oczywiście postanowień noworocznych. Początek lutego? No dobra, już porzuconych postanowień noworocznych. Nie oszukujmy się, ale większość ludzi ma mało czasu, ciągle gdzieś goni, biegnie i nie nadąża. A przecież pozycji na liście "to do" jest całe mnóstwo. I mam tu na myśli zarówno te bieżące sprawy, jak i długotrwałe projekty, które wymagają czasu, systematyczności i regularnego działania, by doprowadzić do celu.
Miałaś w planie czytać książkę tygodniowo? Codziennie uczyć się pięciu nowych słówek? Chodzić na siłownię 3 razy w tygodniu? A może medytować 10 minut dziennie? Albo po prostu wychodzić ze znajomymi na miasto i nie mówić im - sorry, nie mam dzisiaj czasu. Ale jakoś jeszcze się nie udało nawet zacząć, bo ciągle brakuje czasu. Cały czas jest coś do zrobienia, bo masa obowiązków, których nie można odpuścić, bo ciągle pojawia się coś niespodziewanego. A jak już masz wolny czas, to już Ci się nic nie chce i po prostu sobie włączasz serial. Odpoczynek tez jest ważny i ja to zupełnie rozumiem - bywa i tak. Nie da się wyrobić 150% normy. A nawet i 100% to za dużo. Ale w większości przypadków jestem w stanie się z Tobą założyć, że Ty ten czas masz, tylko nie potrafisz go znaleźć. Dlatego powiem Ci, jak ja próbuję wywalczyć dodatkowe minuty w ciągu dnia i na co tracę zdecydowanie za dużo czasu.





 - Nie robię tego, czego nie muszę 



Nie muszę, a podobno powinnam. Ten punkt w zasadzie ogranicza się do sprzątania. To może brzmieć dziwnie, ale mimo to nie jestem jakimś brudasem. Co więcej, ja bardzo lubię porządek. Ale nie myję okien przed każdymi świętami (szczególnie, że nie ma mnie w mieszkaniu na święta). Co więcej, zazwyczaj myję je raz, no góra dwa razy w roku. Ale raczej raz. Nie prasuję ubrań, które nie są bardzo pogniecione. Czyli wszystkie bawełniane bluzki lecą bez żelazka i wyglądają naprawdę normalnie. Wyjątek robię tylko dla pościeli, bo po prostu lubię, jak jest wyprasowana. Jak mam naprawdę dużo na głowie (na przykład przed jakimś dużym egzaminem) to odpuszczam sobie ścieranie kurzów i odkurzanie - przez tydzień naprawdę moja chata nie zarośnie brudem. I może to pierdoły, ale w ogólnym rozliczeniu można zebrać całkiem fajną chwilę dla siebie.

- To co muszę zrobić, robię najszybciej jak się da 


Czyli na przykład jak muszę zrobić gruntowny porządek, bo już syf straszny i nie mogę patrzeć (a ciut ciut pedantyzmu we mnie tkwi), to ustalam sobie rygor czasowy. Dzisiaj na przykład chciałam zrobić porządek na wieszaku z ubraniami, przejrzeć je, porządnie powiesić, pozbyć się zbędnych itd. Włączyłam w tym czasie film na youtube, który trwał 20 minut - miałam za zadanie wyrobić się w tym czasie. Udało się. Z tego typu zadaniami jest tak, że można zakopać się w tych rzeczach godzinami - wiecie nagle zacząć przeglądać stare zeszyty, przy robieniu porządków w szafie, w międzyczasie robić coś innego itd. Łatwo można stracić kontrolę nad czasem i sporo go zmarnować. Wracając jeszcze do sprzątania - no nie da się ukryć, że sprzątać trzeba. Więc, jak przychodzi moja kolej, by ogarnąć mieszkanie, to biorę się za to szybko. Szybko wcale nie oznacza byle jak. Nie muszę robić czegoś powoli, by było dokładnie. Gdy ruszam się szybciej efekt jest taki sam, a ja wykonałam zadanie szybciej, przy okazji robiąc sobie mały trening (powiedzmy, hahaha).

- Optymalizuję codzienność 


Szukam sposobów, by wykonując codzienne czynności, oszczędzać czas. Czasami to straszne pierdoły, jak na przykład to, że ścieląc łózko, nie zdejmuję z kanapy narzuty, która jest tam w ciągu dnia, tylko na nią kładę pościel. Wpadłam na ten pomysł niedawno i bardzo mnie  cieszy, choć to pewnie jakaś minuta dziennie. Często gotuję na dwa dni, wcześniej przygotowuję posiłki, robię sobie zapas jedzenia "na przekąski" - coś zdrowego i pożywnego na szybko, np. placki z cukinii. Planuję posiłki, robię listy zakupów, a do sklepu chodzę rano, bo kolejki są mniejsze. No i raz, góra dwa razy w tygodniu. Kiedyś Ania z bloga Blue Kangaroo pisała o patencie na golenie nóg jednocześnie, dwoma maszynkami. Mnie ten lifehack chyba przerasta manualnie, ale podrzucam pomysł. 

- Jak mogę zrobić coś w 10 sekund, to robię to od razu 


10 sekund to przykładowy czas, ale chodzi o to, że jak mogę coś zrobić szybko, to robię to od razu. Jak coś upadło, to podnoszę, jak mam talerzyk i szklankę do pozmywania, to zmywam itd. To się wydaje straszną pierdołą i żadną różnicą w czasie, ale prawda jest taka, że robiąc pewne rzeczy od razu, nie pozwalasz im się kumulować i narastać. Uporanie się ze stertą brudnych i zaschniętych naczyń zajmie Ci więcej czasu, trust me.




- Mam plan działania i porządek 


Wypisuję sobie konkretne zadania, które mam zrealizować danego dnia. Jeśli chodzi o coś większego do zrobienia, np. dany egzamin, do rozpisuję sobie dokładnie jakie zagadnienia mam do opracowania i czego uczę się w konkretny dzień. Do tego mam porządek (nawet jeśli czasami jest nie poodkurzane). Dzięki temu nie tracę czasu na próbę znalezienia czegoś w chaosie. Zawsze wiem, gdzie mam notatki i po prostu siadam i zaczynam działać, nie tracąc wcześniej 15 minut, na znalezienie tego, co akurat będzie mi potrzebne.

- Gdy muszę się skupić, włączam "drzewko"


O aplikacji Stay Focued pisałam już bardzo dawno temu. Nadal mam ją zainstalowaną na telefonie i nadal z niej korzystam. Co prawda nieregularnie, ale są takie momenty, że bardzo mi się przydaje. Na przykład, gdy mam coś konkretnego do zrobienia, ale ciągle się rozpraszam, sięgam po telefon, sprawdzam coś w internecie itd. Najczęściej o "drzewku" przypominam sobie, gdy mam bardzo dużo nauki, ale jeszcze bardziej mi się nie chce. Wtedy włączam aplikację i np. przez 20 minut się uczę. Myślę sobie, że 20 minut to nie tak dużo i dam radę. A 20 minut pełnego skupienia to znacznie więcej niż godzina spędzona na nauce, podczas której tak naprawdę się nie koncentrujemy. Gdybym na przykład dzisiaj włączyła "drzewko", pisząc ten tekst poszłoby mi znacznie szybciej i miałabym jeszcze czas, by przejrzeć podręczniki, które dziś przyniosłam z biblioteki i znaleźć potrzebne mi fragmenty. Rygor czasowy bardzo motywuje do działania i każe się skupić. No i jak sięgniesz po telefon, żeby sprawdzić social media, to drzewko umiera. Mnie to motywuje, a social media to zdecydowanie mój największy pochłaniacz czasu.

- Po prostu wstaję wcześniej


Jak już nic nie działa i nadal żyję w niedoczasie, to po prostu wstaję wcześniej i tyle. Nie są to jakieś szalone godziny. Nie wstaję o 5, ani nawet o 6, także... Pewnie mogłabym mieć dużo więcej czasu, gdybym tak robiła, ale wiem, że byłabym wtedy kompletnie nieproduktywna przez cały dzień, więc dla mnie to zupełnie bez sensu. Pewnie są tacy, którzy wolą posiedzieć wieczorem - i spoko, ja zazwyczaj od 20 mam czas tylko dla siebie i na swój relaks, a za to rano myśli mi się znacznie lepiej, ale tu każdy ma swój tryb. U mnie wcześniejsze wstawanie działa, nawet jeśli w grę wchodzi tylko pół godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)