Jestem wdzięczna!

Jestem ogromną szczęściarą i codziennie jestem za to niesamowicie wdzięczna. Podczas mojej wycieczki do Walencji, gdy zmęczona po całym dniu dotarłam do Miasteczka Sztuki i Nauki, to z wrażenie miałam łzy w oczach. I nie chodziło o to, że to miejsce było AŻ tak piękne. Chociaż jest zjawiskowe i to zdecydowanie jedne z najpiękniejszych miejsc, jeśli chodzi o architekturę, jakie w życiu widziałam. Ale chodziło o to, że czułam się tak ogromnie szczęśliwa, że mam okazję być w tylu wyjątkowych miejscach i tyle zobaczyć. Na to wszystko złożyło się całe mnóstwo różnych czynników i okazji, ale wiem jedno - niezmiernie jestem wdzięczna za całe dobro, które mnie spotyka i to największy klucz do szczęścia.





O tym, że wdzięczność pomaga być szczęśliwym czytałam już dawno, ale jakoś nigdy nie przykładałam do tego tematu większej uwagi. Wydawało mi się, że przecież doceniam to co mam i tyle. Więcej na temat wpływu wdzięczności możecie przeczytać na przykład w tym artykule, ale danych i wyników badań znajdziecie w sieci całe mnóstwo. I odkryłam tę moc dopiero tutaj. I pewnie można łatwo powiedzieć - no ta, trudno nie być wdzięcznym jak się jest w Barcelonie, przez dwa miesiące, a w dodatku dostaje się kasę od erasmusa. Hahaha, no tak, ale codzienne życie to inna bajka. A ja Wam powiem, że nie macie racji, jeśli tak myślicie! 

Szukać dziury w całym i być wiecznie niezadowolonym można zawsze i wszędzie, niezależnie od tego, jak piękne okoliczności natury, pogody i architektura nam towarzyszą. Grunt to otworzyć się na możliwości i zacząć dostrzegać pozytywy. I... być wdzięcznym za to, co dobre. I mogłabym przez dwa miesiące siedzieć i się nudzić, frustrować się, że zupełnie niczego się nie nauczę, żałować, że nie podjęłam innej decyzji itd. Ale mogłam też wziąć sprawy w swoje ręce i zobaczyć, ile dobrego mnie spotyka. I to poza samym wyjazdem, który jest jedną z najlepszych decyzji, jakie do tej pory podjęłam. 





Poznałam tu mnóstwo wspaniałych ludzi, z którymi mam nadzieję spotkać się jeszcze kiedyś gdzieś na świecie, chociaż wiadomo, jak to bywa z takimi znajomościami po czasie. Mimo wszystko, jestem bardzo wdzięczna za to, że nie siedziałam tu sama jak palec, tylko los postawił mi na drodze ludzi, z którymi nadaję na podobnych falach i mam o czym rozmawiać i co robić. A uwierzcie, że mimo tego, że jestem bardzo otwarta i łatwo nawiązuje nowe znajomości, to na początku byłam przerażona i przekonana, że nie poznam nikogo, z kim będę chciała spędzać czas. 

Znacznie bardziej też zaczęłam doceniać wartość przyjaźni i wsparcia, na jakie mogę liczyć ze strony moich przyjaciółek. Każda z nas jest teraz w innym kraju, a i tak codziennie ze sobą rozmawiamy, opowiadając sobie o tym, co się dzieje. Więcej, prawie w każdym tygodniu pijemy razem piwo i prowadzimy wideo rozmowę, żeby po godzinie napisać: wiecie co, jest super, ale strasznie za wami tęsknię! I to jest moc! W końcu to też właśnie moja przyjaciółka zwierzyła mi się o swoim pomyśle wyjechania na praktyki. I pomyślałam sobie wtedy - WOW! Ale świetny pomysł! Ale od razu uznałam, że pewnie znalezienie miejsca, które mnie przyjmie jest praktycznie niemożliwe i z góry zrezygnowałam. A ona mnie zmotywowała i dodała mi odwagi. No i jestem jej za to bardzo wdzięczna! 

Jestem też ogromną szczęściarą, bo niedługo wrócę do wspaniałej rodziny, która zawsze we mnie wierzy i motywuje mnie do działania, wspiera we wszystkim co robię i wie, że moje studiowanie to ważna rzecz i dobry pomysł. Jestem wdzięczna za to, że mam ten komfort, że mogę spokojnie wrócić do domu i cieszyć się kończącymi się wakacjami. I jestem za to ogromnie wdzięczna, bo choć dla mnie to coś oczywistego, to wiem, że nie zawsze to tak różowo wygląda i jest wiele rodzin, które są przeciwne studiowaniu, bo uważają, że praca jest lepszym rozwiązaniem. A ja cieszę się, że mam tę możliwość cieszenia się wakacjami i świadomość, że na pracę jeszcze przyjdzie czas. 





No i ogarnęłam sesję! Wiecie jaka to cudowna świadomość, że mogę wrócić i dalej cieszyć się wakacjami i nie muszę siadać do książek? I jestem niezmiennie wdzięczna za to, że potrafię szybko przyswajać materiał i nauka przychodzi mi z łatwością. Nie udaję, że kosztuje mnie to niesamowicie dużo wysiłku i pracy, albo że tak po prostu wyszło (choć szczęście też sprzyjało mi nie raz!). Szczerze przyznaję, że w tym rozdaniu jestem na wygranej pozycji i na starcie mam po prostu łatwiej. Więc to wykorzystuję i doceniam. Jasne, że mam swoje różne sposoby na to, jak opanować dużą partie materiału, ale jestem wdzięczna za to, że poświęcam na to stosunkowo mało czasu i jak dotąd idzie mi to bez problemów. Za takie rzeczy też warto być wdzięcznym i nie doszukiwać się w tym przechwalania. 

Jestem też wdzięczna za to, że miałam w sobie na tyle dużo odwagi, by podjąć decyzje, które zmieniły moje podejście dożycia. Że miałam wokół siebie osoby, które pomogły mi tę odwagę w sobie znaleźć. I wiecie co - odkąd uświadomiłam sobie, że okej to dla mnie za mało i chcę od życia znacznie więcej, to jestem dużo szczęśliwsza. Podlinkowałam Wam tutaj tekst, który spotkał się ze sporym hejtem i niezrozumieniem, a dla mnie to jeden z najważniejszych tekstów. Byłam przerażona, gdy się okazało, że lecę do Barcelony sama, ale stwierdziłam, że nie będę odpuszczać swoich marzeń i właśnie tak przecież chcę żyć. Chcę wykorzystywać okazje, które daje mi los i cieszyć się tak, jak tylko potrafię. I odkąd to odkryłam, to mam milion pomysłów w swojej głowie, cały czas szukam nowych dróg rozwoju i już nie mogę doczekać się października, żeby wdrożyć swoje plany w życie. 

I jak słyszę, że ktoś mi mówi, że bym się nacieszyła tymi wakacjami, bo to najlepsze wakacje w moim życiu i już pewnie nigdy takich nie będę miała, to uśmiecham się pod nosem. Bo to dopiero dobry początek i przedsmak przygody! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)