Nie szukaj dziury w całym

Trawa po drugiej stronie wzgórza zawsze wydaje się bardziej zielona. Dopóki nie znajdziemy się po drugiej stronie. Wtedy zaczyna wyglądać dokładnie tak samo, a czasami nawet gorzej. Często szukam dziury w całym i skupiam się na negatywach, zazdroszcząc innym tego, jak fajnie im się coś ułożyło, nie dostrzegając pozytywów swojej sytuacji. A to kompletnie bez sensu i ja dobrze o tym wiem i każdego dnia uczę się, by zauważać to, co dobre. Bo zazdroszczenie innym i roztkliwianie się nad tym, co poszło niezgodnie z planem nic nie zmieni w danej sytuacji i nie sprawi, że nagle będzie inaczej. To tylko my i nasze podejście możemy sprawić, że w każdej sytuacji uda się znaleźć coś dobrego i to właśnie na tym się skupić i wyciągnąć dla siebie jak najwięcej pozytywów. 



Przyleciałam na praktyki do Barcelony. Dookoła słyszę tylko głosy: "ale ci dobrze!", "też bym tak chciała", "wow, super, że ci się udało", "o kurde! 2 miesiące w Barcy, zazdro!" itd. Prawda jest taka, że każdy może znaleźć pracodawcę i zgłosić się na praktyki organizowane w ramach projektu Erasmus. To nie jest nic szczególnie skomplikowanego, wystarczy wypełnić trochę papierów i już. 
Na miejscu jednak okazało się, że nie jest dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Ba, okazało się, że jest zupełnie inaczej. Przyjechałam tutaj, żeby faktycznie się nauczyć czegoś podczas moich praktyk i byłam nastawiona, by wyciągnąć z nich jak najwięcej, pracując w różnych działach, nie tylko w dziale prawnym. Okazało się, że w rzeczywistości nie robimy praktycznie nic. Prawdopodobnie napiszę tekst o tym, jak to dokładnie wyglądało w moim przypadku, ale nie chcę zbyt pochopnie wyciągać wniosków. Może jeszcze się coś zmieni?
 Byłam (i nadal trochę jestem) przerażona wizją tego, że jestem tu kompletnie sama, a w dodatku do "pracy" chodzę jedynie na kilka godzin w tygodniu, więc mam nadmiar czasu wolnego. Jestem pracowita i ambitna i naprawdę chciałam się tu uczyć i rozwijać. Ale nie wyszło. 




I mogłabym dalej siedzieć i płakać, zastanawiać się, czemu byłam na tyle naiwna, że nie sprawdziłam wcześniej opinii innych praktykantów w internecie, zazdrościć mojej przyjaciółce, która teraz faktycznie ma szansę dużo się nauczyć podczas praktyk w Anglii i już pierwszego dnia dostała sensowne zadania do wykonania. Mogłabym siedzieć i zazdrościć tym, którzy zostali w Polsce i mają blisko swoich przyjaciół i rodzinę i mogą w każdej chwili się z nimi spotkać. Zamartwiać się nad tym, jak głupio straciłam sporo pieniędzy, płacąc za szkolenie, które zupełnie niczego mnie nie nauczyło. Tylko że to tak naprawdę nic nie zmieni. Jestem tu, gdzie jestem, a jestem w przepięknej i słonecznej Barcelonie, chodzę do pracy tylko na kilka godzin tygodniowo, więc mam mnóstwo czasu, by rozkoszować się pięknem stolicy Katalonii i cieszyć słońcem, opalać się, pić sangrię i kąpać w morzu. Gdybym pracowała po 8 godzin dziennie i realnie się czegoś uczyła, nie miałabym czasu ani siły, by cieszyć się wakacjami. A pieniądze to tylko pieniądze i jakby nie patrzeć to nadal niska cena za 2 miesiące wakacji w Barcelonie. 



Lepiej doceniać to co się ma i nie szukać dziury w całym. Zobaczcie jak wiele zmienia, tylko niewielka zmiana spojrzenia na daną sytuację. Zawsze znajdziemy coś, co nam nie pasuje. Zawsze gdzieś indziej jest lepiej, zawsze gdzieś obok trawa jest bardziej zielona. Zawsze możemy narzekać na to, że lato jest za gorące, a zima za zimna.. Gdy świeci słońce, czekać na deszcz, a gdy zaczyna padać, marudzić, że nie ma słońca. To, co z naszej perspektywy może wydawać się niesamowite, w rzeczywistości też ma wady. Mogę zazdrościć mojej przyjaciółce, że ma szansę się dużo nauczyć, zdobyć doświadczenie i się rozwinąć. Ale czy tak naprawdę chciałabym być teraz w Anglii i pracować przez większą część tygodnia, zamiast próbować hiszpańskich przysmaków i pracować nad opalenizną? Nie ma sytuacji idealnych, ale po co się nakręcać i skupiać na tym co złe? Lepiej szukać pozytywów w swoim życiu i wyciągać z niego tyle dobrego, ile się tylko da. Coś co nie jest nasze, zawsze wydaje się bardziej kuszące i atrakcyjne. Kiedyś byłam z mamą nad morzem i skakałyśmy po falach. Jednak te po drugiej stronie falochronu wydawały się dużo większe. Wpadłyśmy więc na pomysł, że pójdziemy na tamte, ale nie chciało nam się wychodzić z morza, więc przeszłyśmy przez falochron. Okazało się, że przy falochronie są silne wiry i ledwo udało nam się uwolnić, bo woda zaczęła nas wciągać do środka. Było to niebezpieczne i nieodpowiedzialne. A fale? Jak już dotarłyśmy na drugą stronę, okazało się, że to było tylko złudzenie. Były dokładnie takie same. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)