Okej to dla mnie za mało

Okej. Czyli jak? Niby dobrze, niby wszystko w porządku, niby nie ma na co narzekać. Niby nie ma się czego czepiać. No właśnie, niby. Pewnie dobrze znacie taki obrazek, że teoretycznie wszystko jest w porządku i jak sobie rozbieracie życie na czynniki pierwsze, to do żadnego z poszczególnych elementów nie można się przyczepić, ale to okej to ciągle za mało, ciągle niewystarczająco. I myślisz sobie, że może fajnie by było wszystko zmienić o 180 stopni i wywalić to życie do góry nogami, tak żeby było pełne fajerwerków, a nie tylko okej, ale z drugiej strony myślisz sobie, że wszyscy "normalni" ludzie dookoła pomyślą sobie, że jesteś wariatką kompletną, bo jak można rozwalać coś, co jest... okej? A no powiem Ci jedno - można i wierzę w to, że warto.


Nie twierdzę, że wiele "okej" sytuacji jest dobra i wystarczająca w danej chwili i dla danej osoby, ale mnie po prostu nie wystarcza coś, co jest tylko w porządku. Mnie to nie satysfakcjonuje. I zupełnie nie ma nic złego w tym, jeśli Ty z takim rozwiązaniem czujesz się dobrze. Ja po prostu nie. Potrzebuję żyć na maksa i wykorzystywać każdą daną mi okazję, dawać z siebie wszystko i wyciskać maksimum swojego potencjału. Jestem maksymalistką. Chcę żyć najbardziej jak się da i brać wszystko, co dają i szukać sposobów na to, by znaleźć jeszcze więcej. Może dla niektórych to zachłanność. Dla mnie to zaspokajanie wiecznego głodu i niedosytu. Wiecie, Tunezja jest w porządku i chętnie poleżę tam pod palmą, ale to nie są Malediwy i jak nic chciałabym pomieszkać w domku ze szklaną podłogę i wylegiwać się na tamtej plaży. Mimo, że dla wielu osób to przecież taki sam piasek i taka sama woda- who cares? Ale skoro te Malediwy istnieją i zachwycają mnie maksymalnie, to czemu mam nie chcieć tam polecieć? Bo chwilowo są dla mnie drogie i poza moim budżetem? Wychodzę z założenia, że tylko chwilowo. 



Bylejakość po prostu mnie nie zadowala. Może i coś jest przyzwoite, ale jeśli wiem, że mogłoby być dużo lepsze, to tego szukam i próbuję zmienić. Najgorsze co można zrobić dla samego siebie to tkwić w czymś, co jest w porządku, co prawda nie satysfakcjonuje nas w 100%, ale przecież, jak spróbuję to zmienić, to mogę trafić dużo gorzej. I takie myślenie można przełożyć praktycznie na wszystkie dziedziny życia. Możesz mieć przyzwoitą pracę, którą nawet w miarę lubisz, ale marzysz o czymś innym i wiesz, że to coś innego, mogłoby sprawiać, że szedłbyś do tej pracy z pełną ekscytacją i nie mógł się doczekać kolejnego wyzwania. No ale nigdy nie wiadomo przecież, czy to się uda. A może się nie sprawdzisz? A może nowy szef okaże się beznadziejny, może koledzy w pracy nie będą tak fajni, jak w poprzedniej i jak tego spróbujesz, to uznasz, że to nie to? Trudno, próba to też cenna nauka. Może tkwisz w związku, który teoretycznie jest w porządku. Dobrze się dogadujecie, nie rzucacie w siebie talerzami, a wszyscy znajomi myślą, że jesteście świetną parą. No ale fajerwerków to zdecydowanie nie ma i czujesz pewien niedosyt, masz wrażenie, że gdzieś za rogiem czeka na Ciebie dużo więcej. Takie prawdziwe pierdolnięcie, na które czekasz od dawna, ale nie masz pojęcia, czy warto wywracać życie do góry nogami tylko przez to, że czujesz pewien niedosyt? No bo przecież w gruncie rzeczy jest okej i nie masz się czego czepiać... 



Mnie okejizm nie zadowala. To dla mnie za mało. I wolę zostawić za sobą coś, co jest dobre tylko dlatego, że czuję, że czeka na mnie coś dużo lepszego. I liczę się z tym, że każda taka decyzja może liczyć się z gorzkim rozczarowaniem i zderzeniem ze ścianą. Że może się okazać, że wcale nic takiego na mnie nie czeka, albo to co czeka wcale nie jest tym o czym marzyłam, a tylko mi się wydawało. To kwestia wyboru. To trochę jak wybór między dobrą i sprawdzoną pizzą, która jest zawsze w porządku, a podjęciem ryzyka i wypróbowaniem nowego miejsca, bo a nuż w końcu trafisz na taką, jak w Rzymie. No ale możesz przecież trafić na pizzę z wyrobem seropodobnym, całą zalaną tłuszczem. Shit happens. Tylko zazwyczaj mowa tu o bardziej poważnych sprawach (chociaż pizza to dla mnie szalenie poważny temat!), takich jak na przykład wybór między etatem i pewną pensją, która zapewnia wszystkie Twoje potrzeby i część zachcianek, możesz nawet coś z niej odłożyć i pojechać na całkiem fajne wakacje, a własną działalnością, która daje Ci możliwość osiągnięcia dużo więcej i finansowo i rozwojowo, ale niesie ze sobą ryzyko jedzenia gruzu w najmniej oczekiwanych momentach. 

Sukienka - H&M, Sweter- New Yorker, Torba- Nobo, Buty- Deichmann

Dobra, przyznam, że czasami są sytuacje, w których na ten okejizm się zgadzam. Zazwyczaj wtedy albo wiem, że dążenie do tego, czego w danym momencie oczekuje, wymaga poświęcenia niewspółmiernego do efektu, albo w konkretnej sytuacji mogę na to przymknąć oko i się pogodzić, bo zwyczajnie chcę zainwestować swoją energię w coś innego. To kwestia priorytetów z kolei. Czasami niektóre, mniej ważne rzeczy, mogą być dla mnie przeciętne. Wiecie, w sumie nie da się żyć tak, że non stop są fajerwerki. To też by było nudne i przede wszystkim bardzo męczące. Na przykład, jak szukam noclegu podczas jakiegoś wyjazdu, to mogę iść na wiele ustępstw i zrezygnować z wielu udogodnień. Ten nocleg może być po prostu przyzwoity i tyle, bo to nie jest dla mnie kwestia priorytetowa. 



To wszystko brzmi pięknie i górnolotnie, jak jakaś wielka idea. A teraz czas na chwilę szczerości. To, że czuję wieczny niedosyt, wcale nie oznacza, że bez wahania rzucam wszystko i biegnę tam, gdzie czuję, że dają więcej. Z domu wyniosłam mocno zachowawcze podejście do życia i raczej wybieranie sprawdzonych rozwiązań i unikanie ryzyka. Tylko, że ja nie do końca tak czuję i się w tym nie odnajduję. A z drugiej strony, dopiero uczę się żyć z przytupem, tak jak to czuję i pragnę. Dopiero walczę o to, by mieć odwagę na rzucanie wszystkiego i szukanie tego, co mnie satysfakcjonuje maksymalnie. Ale wiecie co jest najważniejsze? Że szukam, a nie siedzę na tyłku i czekam, aż może okejizm zacznie być chociaż trochę fajniejszy niż okej. Nie zacznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)