A gdyby jutro był koniec świata?

Końcem świata straszą nas raz na kilka lat. Jak na razie żadne z tych przepowiadanych nie okazał się prawdziwym. Być może kiedyś nastąpi, a może nie. Przyznam, że zawsze bawią mnie te przepowiedni i ludzkie reakcje. Kiedyś dostałam 5 z matematyki, na którą nie do końca zasługiwałam, ale nauczycielka stwierdziła, że jutro i tak będzie koniec świata, więc co za różnica. Mnie to zawsze bawi, bo nigdy tym przepowiedniom nie wierzę. Ale co jednak gdyby jutro naprawdę był koniec świata? Co byś zrobił? Może ten temat wydaje się dziwaczny, odrealniony, mało prawdopodobny i zupełnie bez sensu, ale prawda jest przecież taka, że codziennie ludzie koło nas przeżywają swoje końce świata i ten temat wcale nie jest odległy, czysto hipotetyczny i nierealny. Czasami to śmierć bliskiej osoby, ciężka choroba, która wywraca życie do góry nogami i sprawia, że wszystko trzeba przewartościować. Ale przecież przez koniec świata nie musimy rozumieć tylko zbiorowego końca z wielkim hałasem, końcem świata jest też przecież nasz koniec. A tego, kiedy to nastąpi nie wiemy akurat nigdy. No więc- gdyby jutro miał nastąpić koniec świata - co byś zrobił?



Siedzę i czytam odpowiedzi na różnych forach. Wbrew pozorom ludzie często zadają to pytanie. Są tacy, którzy zrobiliby coś kompletnie szalonego. Są tacy, którzy polecieliby w tropiki i tam rozkoszowali się ostatnimi chwilami. Niektórzy po prostu kupiliby dużo alkoholu i polecieli w melanż. Inni poszliby pożegnać się z rodziną. Są też tacy, którzy zrobiliby coś, na co całe życie brakowało im odwagi i żałowali, że tego nie zrobili. Pewna grupa prawdopodobnie wpadłaby w panikę i zaczęła rozpaczać, że to już koniec, że nic więcej nie zrobią i nie osiągną. Są też tacy, którzy nie robiliby nic szczególnego. I myślę, że ci są najszczęśliwsi, skoro nie mieliby potrzeby wywracać swojego życia do góry nogami nawet z powodu końca świata.

A Ty? Może skok na bungee, o którym zawsze marzyłaś, ale brakowało odwagi? Może założyłabyś najbardziej szaloną rzecz ze swojej szafy, którą kupiłaś, bo bardzo Ci się podoba, ale boisz się, co powiedzą inni? Może rzuciłabyś w cholerę studia, które cię nudzą? Albo odwiedziła miejsce, do którego dawno miałaś pojechać? Wyznałabyś miłość albo zakończyła toksyczną relację? Kupiła wymarzoną torebkę, na którą zawsze było szkoda pieniędzy? A może wreszcie zdecydowała się na różowe włosy/ piercing;/ tatuaż, z którymi zawsze było nie po drodze, bo to przecież nie wypada w Twoim zawodzie. Może odnowiłabyś relację, którą kiedyś porzuciłaś? A może kupiłabyś drogiego szampana i wypiła go na dachu jakiegoś wieżowca, dziękując życiu za to, że było takie dobre?

Co ja bym zrobiła? Myślę, że bym nie panikowała. Strach niczego nie zmieni i nie sprawi, że nieuniknione nie nadejdzie. Chciałabym wykorzystać ten czas na maksa. Nie planowałabym nie wiadomo czego. Nie spełniałabym marzeń ze swojej listy. Nie kupiłabym biletów lotniczych do Tajlandii. Na to zwyczajnie zabrakłoby mi czasu. Nie poszłabym też na imprezę, ani niczego nie ukradła.. Nie zaczęłabym nagle wydawać wszystkich oszczędności, bo nie dążyłabym użyć tych rzeczy, które bym kupiła. Myślę, że w tym momencie dokładnie wiedziałabym, co powinnam zrobić i zrobiłabym coś, o czym marzyłam. Chociaż prawdopodobnie nie byłoby to żadne z marzeń z mojej bucket list. Mając świadomość, że to moja ostatnia szansa, rzuciłabym wszystko i zaryzykowała. Mogłoby to być coś, czego dzisiaj nawet nie dopuszczam do myśli. Zrobiłabym wszystko, żeby tego dnia cholernie cieszyć się każdą sekundą. Bo to przecież ostatni dzień świata.

A zdjęcia nadmorskie, z Chorwacji, bo Słońca u nas trochę brak :) 


A gdyby codziennie żyć tak, jakby jutro miał być koniec świata? Z jednej strony właśnie tak powinno się żyć. Powinno się walczyć o swoje marzenia i szczęście, żyć tak, aby cieszyć się każdą chwilą. Nie warto ciągle być w jakimś zawieszeniu i tłumaczyć sobie, że będę szczęśliwa jak coś tam. Jak skończę studia, jak znajdę chłopaka, jak zmienię pracę, jak dostanę podwyżkę, jak kupię własne mieszkanie itd. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby być szczęśliwym tu i teraz. Ale  z drugiej strony życie tak, jakby jutro miał być koniec świata jest też destrukcyjne. Bo sprawia, że nie musimy liczyć się z konsekwencjami naszych decyzji, a w życiu to jednak tak nie wygląda. Nie da się rzucić wszystkiego. Są też przecież inni ludzie i ich uczucia, których nie można bezwzględnie ranić. Są też decyzję, które mają szansę sprawdzić się tylko w takich sytuacjach jak koniec świata, bo na dłuższą metę nie przyniosą nic dobrego. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami musi być złoty środek, który sprawia, że nie wahasz się, gdy pojawia się świetna okazja, tylko korzystasz z niej i żyjesz pełnią życia. Który powoduje, że nie boisz się ryzykować i walczyć o swoje marzenia. Który dodaje Ci odwagi, by zakończyć relacje, które nie wnoszą nic dobrego w Twoje życie, a zawalczyć o te, których pragniesz. Gdzieś ten złoty środek jest, myślę, że bliżej życia tak, jakby ten koniec świata miał nastąpić niebawem.

Lubię sobie samej zadawać takie pytania. Pomagają wartościować pewne sprawy, podejmować decyzje i uzmysławiać sobie, co tak naprawdę się dla Ciebie liczy. A Ty? Co  byś zrobiła, gdyby jutro nadszedł koniec świata?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)