Studenci prawa vs. studenci medycyny, czyli kto ma gorzej

Jakiś czas temu mama i stetoskop na swoim instagramie napisała o edukacji lekarza. O tym ile to trwa, jak wiele pracy wymaga i w nawiązaniu do tego poparła protest medyków. No i skomentowałam, bo bardzo popieram jej słowa. Napisałam też, że łączę się w bólu, bo droga do zostania prawnikiem też jest długa i kosztowna. No i zaczęło się...





Że studenci prawa nie mają prawa wypowiadać się o medycynie, bo prawo to błahostka w porównaniu do medycyny. Że praca prawnika w ogóle nie jest ważna, bo to lekarz ratuje życie. Że prawnicy i tak za dużo zarabiają. I na koniec, że skoro tak narzekamy to po co w ogóle poszliśmy na te studia.

I wiecie co? Przykro mi. Bo zaczęła się tam jatka dla zasady. Bo trzeba rozstrzygnąć, kto tu ma gorzej - studenci prawa czy medycyny. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Cała dyskusja przecież miała być o proteście, który ma znaczenie dla każdego. Dla każdego studenta medycyny, dla Ciebie, cokolwiek w życiu robisz i dla każdego studenta prawa też. Bo wszyscy jesteśmy pacjentami, a protestujący walczą min. o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. Nie, oni nie walczą tylko o kasę dla siebie, choć ta im się bardzo należy. Oni próbują walczyć z systemem i zrobić coś dobrego dla nas wszystkich. I teb cel powinien być ponad wszystkimi podziałami.



Prawo i medycyna są uznawane za jedne z bardziej elitarnych kierunków studiów. I tu oczywiście wszystkie pfff, no prawo to raczej nie. I faktycznie prawo straciło wiele ze swojej elitarności, choćby dlatego, że dzisiaj dostać się można z naprawdę niskimi wynikami nawet na studia dzienne, a w przypadku medycyny nadal progi są bardzo wysokie, nawet na studiach niestacjonarnych. Ale wiecie, prawo to też nie jest zarządzanie* i to jedne z trudniejszych studiów, choć dostać się na nie jest łatwo. I dobrze, że tak nie jest z medycyną, bo słaby prawnik najwyżej nie będzie miał klientów. Słaby lekarz niestety pacjentów i owszem.

* nic nie mam do zarządzania, nie jest to też atak personalny do studentów zarządzania, to tylko przykład i tyczy się to każdego razu w tekście.

Kasia z bloga Mama i stetoskop nagrała film, w którym wyjaśnia, dlaczego lekarze strajkują. Warto obejrzeć i zobaczyć jak to wygląda w rzeczywistości, bo łatwo jest rzucić hasłem, że i tak zarabiają za dużo.


14zł za godzinę pracy. Bardzo ważnej i odpowiedzialnej pracy. Pracy, która ratuje Twoje życie. To jest żenująco niska kwota. W przeciętnym korpo można zarobić więcej. To przecież niewiele więcej niż najniższa krajowa. Przypominam nadal, że chodzi o osobę, ratującą życie innych. Nie mówiąc o nadmiarze pracy, który przecież rzutuje na jakość opieki i niestety, ale może prowadzić do błędów i zaniedbań, które nie powinny dziwić. Trzeba walczyć o to, żeby coś się zmieniło, żeby było lepiej. 

Pracownik musi być dobrze opłacany, żeby był efektywny i pracował najlepiej jak potrafi. Musi też mieć możliwość odpoczynku, bo pracownik wykończony nie jest dobrym pracownikiem. Nie wiem, kiedy zrozumiemy to, że wysokość pensji ma znaczenie i musi być dostosowana do odpowiedzialności, jaka wiąże się z wykonywanym zawodem oraz do ilości pracy. No i wykształcenia. Nie zapominajmy o tym. To nie jest narzekanie na to, że studia trudne i długie. Ale wiedza jest bezcenna i należy ją doceniać. Trudno jest mi sobie wyobrazić, ile pracy trzeba włożyć podczas sześcioletnich studiów medycznych. To jest niewyobrażalny ogrom pracy. A po sześciu latach w zasadzie nie ma się jeszcze nic. Po 3 latach lekkich studiów, na których ma się zajęcia 2 razy w tygodniu można mieć pracę w korpo, która jest lepiej płatna. 



Na prawie jest inaczej. Też nie jest kolorowo, ale inaczej. Co normalne, bo to przecież inne studia. Prawo to 5 lat względnie trudnych studiów. Po ich ukończeniu mamy papier. W zasadzie taki sam jak po zarządzaniu. A nawet powiedziałabym, że po zarządzaniu może być lepiej. Wiadomo, że można z nim dostać jakąś pracę, tylko pytanie czy było sens się "męczyć" na prawie. Dalsza droga to aplikacja. I tu dróg jest kilka, bo można wybrać aplikację prokuratorską albo sędziowską, podczas których dostaje się stypendium. Na tę chwilę trwają chyba trzy lata. Nie do końca nadążam za wszystkimi zmianami, szczerze mówiąc... Do wyboru są jeszcze aplikacje: radcowska, adwokacka, notarialna i komornicza. I tu za aplikację trzeba sobie zapłacić. W przypadku aplikacji adwokackiej są to 3 lata, każdy za ok. 5 tysięcy. A zarobki aplikantów pozostawiają bardzo wiele do życzenia, bo nierzadko jest to mniej niż tysiąc złotych. A płacenie aplikantowi nadal nie jest standardem w wielu kancelariach. To nie jest narzekanie, to są fakty. Idąc na te studia miałam tę świadomość i się na to godzę. Pytanie, czy tak powinno być? 

Dyskusja o tym, kto ma gorzej jest zupełnie bez sensu. Bo to nie jest żadna licytacja. To jest walka lekarzy o to, żeby było lepiej. A studenci prawa się wypowiadają. Pewnie, że tak. I nie tylko dlatego, że mają wewnętrzną potrzebę podzielenia się tym, że studiują prawo. Po pierwsze są pacjentami, a po drugie ich droga do kariery zawodowej też jest trudna i przydałyby się jej pewne zmiany. Bo też na ich karierę w wielu przypadkach duży wpływ ma państwo, więc jak nikt inny rozumieją, że trzeba walczyć o to, by było lepiej. I naprawdę nie chodzi o to, kto tu ma gorzej. Bo wszyscy chcemy tego samego: żeby było lepiej. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)