Czy ciągle muszę się rozwijać?


Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że współcześnie trzeba ciągle coś. Ciągle się rozwijać, dokształcać i robić coś produktywnego. Nie ma miejsca na nudę i mało wartościowe treści. Nie ma miejsce na relaks i odpoczynek. Na nicnierobienie też miejsca brak. Bo trzeba coś robić, cały czas. I najważniejsze, to co robisz musi mieć jakiś głębszy sens, cel, wartość. Najlepiej jeszcze w pakiecie zarówno rozwijać ciebie jak i zbawiać świat. A co jeżeli nie?



Czasami sama łapię się nad tym, że tłumaczę się przed innymi. Że książka niezbyt ambitna, ale taką akurat miałam pod ręką. Że serial zamiast ambitnej lektury, bo coś tam. Kto się przyznaje, że zamiast oglądać inspirujące mowy na TED, woli przeglądać słodkie kotki albo oglądać najlepsze sceny z Klanu? Przecież to wstyd. Jak można tak marnować czas i swoje życie! Przecież wpadki z teleturniejów ani memy z byłym prezydentem nie sprawiają, że twoje życie jest bardziej wartościowe. Nie rozwijasz się wtedy! Tylko czy naprawdę cały czas muszę robić coś wartościowego?


Gdy przed maturą oglądałam Seks w wielkim mieście, usprawiedliwiałam się sama przed sobą, że w ten sposób ćwiczę angielski. Przecież oglądałam serial po angielsku. Nie oszukujmy się, język akurat w tej produkcji nie jest zbyt wyszukany, a słownictwo zdecydowanie nie przydało mi się na maturze. Ale potrzebowałam wymówki sama przed sobą. Bo przecież powinnam robić coś rozwijającego, a nie marnować czas przed głupkowatym serialem. Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. I przeraża mnie to, że miałam potrzebę tłumaczyć się sama przed sobą. I wiem, że nie tylko ja tak mam. Wiele osób tłumaczy się przed sobą i przede wszystkim przed innymi z tego, że nie spędza czasu w możliwie najbardziej wartościowy sposób.


Dzisiaj patrzę na to inaczej, bo mam świadomość, że każdy z nas potrzebuje odpoczynku. Nawet jeżeli się do tego nie przyznaje. I naprawdę lubię po trudnym dniu, wrócić do domu i włączyć sobie serial. Albo poczytać książkę. Jakieś romansidło albo kryminał. Nic bardzo rozwijającego. A i czasami nie mam ochoty nawet czytać. Lubię też bezrefleksyjnie przewijać zdjęcia na Instagramie i po prostu oglądać to, co ładne. A wieczorem, zamiast uczyć się kolejnego języka, dla relaksu oglądam InstaStories ulubionych blogerek. I dobrze mi z tym. Bo sprawia mi to przyjemność i wiem, że tego potrzebuję, żebym następnego dnia mogła znowu wstać i mieć energie do działania. I dzisiaj już wiem, że nie marnuję wtedy czasu. Bo sprawianie sobie samej przyjemności nie jest marnowaniem czasu. Bo pretekstem do refleksji nie musi być tylko jakieś superwybitne dzieło, może to być przecież też jakaś łzawa komedyjka. I ta komedyjka może przyczynić się bardziej do naszego rozwoju i dobrego samopoczucia niż coś, co niby ma nas rozwijać, a w danym czasie i miejscu jest dla nas zwyczajnie nudne.

Nie wszystko co robię musi być rozwijające. Robienie czegoś tylko dla swojej przyjemności jest dobre i potrzebne. Naprawdę nie ma się czego wstydzić. Nie każdy i nie zawsze musi w życiu realizować jakiś głębszy cel. Nie każdy musi ratować świat. A nawet jeżeli czujesz, że jesteś jednym z tych powołanych do ważnych misji dla dobra świata, to też normalne jeżeli czasami chcesz się odmóżdżyć. Ale takie normalne życie, w którym wraca się do domu, robi obiad, a wieczorem ogląda seriale z ludźmi, którzy są dla nas ważni jest tak samo dobre i wartościowe. Nie zawsze trzeba robić coś super istotnego. Grunt to być szczęśliwym i szukać tego, co nam to szczęście da. A rozwijać można się tak naprawdę zawsze.


Spodnie, t-shirt, narzutka - SH
Buty- Deichmann
Torebka- H&M 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)