Czy wakacje na all inclusive mają jakieś zalety?

Ostatnio coraz częściej spotykam się z przeświadczeniem, że jak wakacje to tylko na własną rękę. Najlepiej stopem, z plecakiem i bez pieniędzy. Bo inaczej nie da się niczego doświadczyć, ani poznać danego kraju. Bo jeżeli lecisz do wygodnego hotelu samolotem, a w tym hotelu podają ci drinki i codziennie sprzątają pokój, to nic nie wiesz o prawdziwych wakacjach. A jeżeli jeszcze organizację swojego wyjazdu zostawiasz biuru podróży to całkowity z ciebie frajer i nigdy nie będziesz wiedział co to PRAWDZIWA podróż. No więc właśnie zapraszam na relację z mojego tygodniowego wyjazdu do Tunezji. Tak, na all inclusive. Tak, z biura podróży.





Tylko leżysz, jesz i pijesz

No okej. To fakt. Przez tydzień głównie leżałam na plaży albo nad basenem. Chodziłam na posiłki i po drinki, zjeżdżałam ze zjeżdżalni, a wieczorami chodziłam na mini disco, bo na animacjach dla dorosłych już spałam, zmęczona całodziennym snem. Odwieczny spór morze vs. góry nigdy nie znajdzie rozwiązania. Jeżeli dla Ciebie bieganie z plecakiem po górach jest fajne to spoko. Dla mnie. Może jestem dziwna i nudna, ale tak lubię leżeć na plaży i nic nie robić. Powiecie, że równie dobrze mogę leżeć przed telewizorem? No niby tak, ale dla mnie to nie to samo. Przecież zamiast chodzić po górach możesz zmienić kąt nachylenia bieżni na siłowni. To nie to samo? No właśnie. 


Co za różnica jakie państwo? 

Czasami to trochę racja. Bo hotel od hotelu w zasadzie niewiele się różnic. Egipt, Turcja, Tunezja... faktycznie różnice są niewielkie. Ale czy Dąbki od Gąsek różnią się jakoś szczególnie? Też nie. Ale to nie o to chodzi. Nie zawsze jadąc do jakiegoś państwa muszę zwiedzać je całe i poznawać kulturę. Czasami chcę zwyczajnie odpocząć, zrelaksować się i naładować baterie. To normalne. Niektórzy tak mają i nie ma w tym nic dziwnego. Pierwszy raz podczas wakacji "na all inclusive" praktycznie nie wychodziłam poza hotel. Byłam na jednej zorganizowanej wycieczce z biura podróży (hehe, znowu to frajerstwo) i zobaczyłam okoliczne miejscowości: Sousse i Monastir, a także por El Kantaoui. I na tydzień to mi zupełnie wystarczyło. 


Nie doświadczasz! 

Z pewnością nie tyle, gdybym jechała gdzieś na własną rękę, przemieszczała się z miejsca na miejsce, jadła u lokalsów i poznawała każdy zakątek. W tamtym roku byłam na własną rękę w Chorwacji. Ogarnęłam cały wyjazd logistycznie, wiele miejsc zobaczyłam, jadłam w lokalnych restauracjach, chodziłam na  zakupy do chorwackich marketów i... było super! W tym roku byłam na zorganizowanych wakacjach, gdzie wszystko podstawiali mi pod nos. I co? I też było super! Zupełnie inaczej, ale też mi się bardzo podobało. Sorry, ale nawet na all inclusivie czegoś doświadczasz. Być może nie tyle i nie tak, jak gdybyś podróżował samodzielnie, szczególnie po takim państwie jak Tunezja, gdzie nawet autobusy nie mają swoich rozkładów, ale mimo wszystko poznajesz chociażby nowe smaki, bo obok dań kuchni europejskiej są podawane typowo tunezyjskie potrawy. Poznajesz całe mnóstwo tunezyjskich kelnerów i animatorów, którzy cały czas cię zagadują i komplementują. To jest poznawanie państwa, jego małego wycinka, ale jednak. I nie widziałam wielu miejsc w tym kraju, ale co z tego? 


Taki mamy klimat 

To jest dla mnie podstawa decyzji o wycieczkach w tropiki. No sorry, ale tego lata w Polsce mamy tyle co i nic, a ja jestem z tych ciepłolubnych i zwyczajnie potrzebuję się wygrzać od czasu do czasu. Egipt, Tunezja czy Turcja, czyli najpopularniejsze kierunki allinclusivowe dają tę możliwość. Co więcej, dają tę możliwość w dobrej cenie. W znacznie lepszej cenie niż gdyby chciało się jechać samemu, nie mówiąc o tym, że taka wyprawa samemu mogłaby być mało rozsądna. Jasne, że można jechać do Grecji, Hiszpanii, Portugalii, a zimą zamiast do Egiptu skoczyć do Tajlandii albo na Wyspy Kanaryjskie. Ale nie oszukujmy się, cena jest zupełnie inna. 

Bardzo wkurza mnie takie krytykanctwo. Każdy jeździ tam, gdzie ma na to ochotę i póki nikomu nie robi tym krzywdy, to nie ma się o co czepiać. Można podróżować i tak i tak. Żadna z opcji nie jest gorsza. Jest po prostu inna, wystarczy to zrozumieć. Co więcej, można też lubić i pojechać sobie na all inclusiva, gdzie o nic nie musisz się martwić, a innym razem można chcieć aktywnie eksplorować jakiś teren. To zupełnie normalne, nawet jeżeli ty tak nie masz. Ja uwielbiam wylegiwać się na plaży, sącząc drinki i jeść pyszne posiłki, których nie muszę nigdzie szukać. Ale w życiu nie pojechałabym na przykład na zorganizowaną wycieczkę do Pragi, bo uwielbiam się włóczyć bez końca malowniczymi uliczkami. Ale są tacy, którzy jeżdżą i to też jest okej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)