Recenzja Douglas Hair Protein Repair

Po ostatnim tekście, który osiągnął rekordy wyświetleń na tym blogu i był jednym z tych mniej lifestylowych, trudno jest wyskoczyć nagle z recenzją kosmetyków. Jakoś tak mi to zupełnie nie pasowało, dlatego czekałam kilka dni, żeby przestać żyć emocjami poprzedniego tekstu. Bo mam tak, że takie mocno osobiste teksty przeżywam dłuższy czas. Ale przecież właśnie taki jest ten blog. Raz pokazuję Wam stylizację, innym razem pisze o dobrej książce, fajnym mieście, mazidłach godnych polecenia, a jeszcze innym dzielę się tym, co mi gdzieś tam po głowie chodzi.

A dzisiaj mam dla Was recenzję serii kosmetyków do włosów Douglas Hair Protein Repair. Generalnie nie wpadam na zakupy do Douglasa, ale wygrałam bon w konkursie Kinder Bueno i postanowiłam go zainwestować właśnie w jakiś fajny zestaw do włosów, bo dobrych kosmetyków do włosów nigdy za wiele. Szczególnie, gdy ma się takie, które wymagają sporo uwagi. Czy się u mnie sprawdziły? Zapraszam do czytania recenzji - tylko moje opinie i wrażenia.


Rzadko stosuję jednocześnie całą serię kosmetyków, a wiem, że czasami warto, ale wiece jak to jest- raz skończy się to, innym to i trudno jakoś to wszystko razem zgrać. Mając taką okazję, postanowiłam kupić całą serię i sprawdzić jak działa razem. Najpierw było wszystko okej, ale w zasadzie nie używałam szamponu razem z odżywką, bo miałam akurat inną. Szampon w połączeniu z inną odżywką był okej. Ot, normalny szampon i tyle.

Problem zrobił się, gdy pojechałam nad morze z szamponem i odżywką i używałam tylko ich przez kilka dni. Normalnie posklejały mi się włosy. Nie mam pojęcia co to było, ale to było lepkie i brudne. Poza tym, że włosy były dziwne w dotyku, to po prostu brudziły mi Tangle Teezera. Najpierw myślałam, że może po prostu szczotka mi się ubrudziła i brudzi włosy i stąd ten efekt. Próbowałam też zwalać winę na proszek do dodawania objętości, którego akurat eksperymentalnie użyłam. Pojechałam jednak do Olsztyna i znowu po kilku dniach było to samo, a szczotkę umyłam dokładnie przed wyjazdem. Wiedziałam, że to wina połączenia szamponu z odżywką. MASAKRA jednym słowem. Może one nie wyglądają źle, ale są dziwne w dotyku, a tangle teezer wygląda ohydnie. No nie polecam.


Maska

Po powrocie, gdy wyczyściłam włosy i skórę głowy postanowiłam dać szansę masce i zaobserwować, jak będą się sprawować moje włosy. Zrobiłam wszystko tak jak każą (a rzadko to robię). Najpierw umyłam włosy, a potem na odsączone nałożyłam maskę na 5min. No i w sumie tak przeciętnie bardzo. Z jednej strony łatwo mi się rozczesało włosy i były bardzo gładkie, ale były oklapnięte. Nie, nie przeciążone, nie źle spłukane tylko po prostu bez objętości. A jak ma się trzy włosy na krzyż to bardzo słabo to wygląda. Wałki poszły w ruch.


Opakowanie 

Śliczne, co? Bardzo podoba mi się taki prosty i jasny design. No ale cóż, wygląd to nie wszystko... Jak się przypatrzycie, to szampon ma czystą nakrętkę, a w odżywce widać odżywkę w nakrętce. I tak się zrobiło od razu. Odżywka jest bardzo gęsta i nie ma opcji, żeby wyleciała przez ten malutki dzióbek. Trzeba ją odkręcać i uderzać o dłoń z nadzieją, że coś się wydostanie z buteleczki. Moim hitem jest jednak opakowanie maski. Maska nie wychodzi normalnie tak jak powinna. Cała wychodzi górą... No masakra jakaś. 

Podsumowując linia Douglas Hair Protein Repair to kompletna porażka. Tanie to nie było, bo za cały komplet zapłaciłam trochę ponad 80zł. To sporo jak na szampon, odżywkę i maskę, które robią więcej złego niż dobrego. Nie wiem, jakie mają składy, bo się na tym zwyczajnie nie znam. Dla mnie liczy się efekt. No i jednak taka jakość opakowania... sorry, ale nawet gdy kupuję coś bardzo taniego, to oczekuję, że opakowanie będzie się nadawało do używania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)