Dlaczego nie zostałam aktorką?

Nieco ponad dwa lata temu czekałam w ogromnej kolejce na swoje 5 minut przed komisją egzaminacyjną. Najpierw Warszawa, potem Łódź. Duże nadzieje, wielkie emocje, oczekiwania i marzenia. Kilkanaście dni później złożyłam papiery na prawo. Nie dlatego, że chciałam. Dlatego, że nie wymyśliłam nic lepszego, a na wymarzone wtedy aktorstwo się nie dostałam. Będąc w Warszawie wróciłam pod budynek Akademii Teatralnej na Miodowej, by zrobić zdjęcia do tego tekstu. Do tekstu, w którym odpowiem na pytanie, które pada niemalże za każdym razem, gdy wspominam, że zdawałam do szkoły aktorskiej. Czemu nie spróbowałam drugi i kolejny raz? Czemu się poddałam?




Ja się nie poddałam 

"Czemu się poddałaś? O marzenia trzeba walczyć! Trzeba próbować do skutku!"- to jest hasło, które słyszę mniej więcej za każdym razem, gdy przyznaję, że nie próbowałam drugi raz. I nigdy mi się nie chce tłumaczyć, bo to był bardzo długi proces myślowy u mnie i bardzo długo tę decyzję podejmowałam, ale ja się nie poddałam. Po prostu podjęłam inną decyzję. Stwierdziłam, że nie będę próbować drugi raz i tyle. To, że nie zawsze idziemy w zaparte nie oznacza, że się poddajemy. Serio, nie zawsze trzeba walczyć do ostatniego tchu. Znam osoby, które próbują wiele razy, znam takie, którym i za piątym się nie udało, znam takie, które za którymś się dostały. I szanuję to i podziwiam. Te osoby stawiają wszystko na jedną kartę, inwestują czas i pieniądze w to, aby się dostać i spełniać marzenia. Ja po prostu podjęłam inną decyzję, ale nie czuję się przez to ani gorsza, ani nieszczęśliwa, a gdybym się poddała, to byłabym nieszczęśliwa.



Prawo nie takie złe 

Poszłam na studia trochę z przypadku. Nigdy nie myślałam o tym, żeby iść na prawo. W krótkich momentach, gdy racjonalnie nie chciałam być aktorką, myślałam o lingwistykach i teologii. Czasami jarałam się jakimiś kulturoznawczymi kierunkami i filologią polską. Poszłam na prawo, ot tak. Mój chłopak szedł na prawo, kilka moich koleżanek też, więc stwierdziłam, że w sumie to nie takie głupie i z braku lepszego pomysły poszłam właśnie na prawo. Kryzysy na tych studiach przechodzę regularnie do dzisiaj, ale w gruncie rzeczy nie jest źle. Może nie brzmi to najbardziej entuzjastycznie, ale takie są te studia po prostu. Trudne i mozolne, nie porywają i nie zachwycają, ale wiem, że mam wszystkie predyspozycje do tego, żeby być świetnym prawnikiem. Między innymi dzięki aktorstwu, które dało mi umiejętność szybkiego zapamiętywania, pewność siebie, odwagę, umiejętność przemawiania. Mam też kilka innych cech i umiejętności, które mi się przydadzą. No cóż... do bycia świetną aktorką brakuje mi wielu umiejętności, więc wolę być świetnym prawnikiem niż przeciętną aktorką. 

Kwestia wyborów 

Bardzo się ciesze, że zdecydowałam się zdawać do szkoły aktorskiej, bo gdybym tego nie zrobiła, to całe życie pewnie bym żałowała i zastanawiała się, jakby to było, gdybym spróbowała, a może bym się dostała itd. Nie żałuję jednak, że nie próbowałam kolejny raz. Znam kilka osób, które stawiają wszystko na jedną kartę, idą do prywatnych szkół, na kursy itd. i walczą ze wszystkich sił by się dostać i bardzo je podziwiam i szanuję. Znam też takie, które studiują sobie coś innego, ale i tak co roku próbują się dostać, a te studia są tylko takim zajęciem na "dopóki się nie dostanę". Ani jedno rozwiązanie, ani drugie nie jest dla mnie. Nie znoszę być zawieszona w próżni. Nie mogłabym studiować z myślą, że może za rok uda mi się dostać i wtedy rzucę studia, bo nie widziałabym żadnego sensu w studiowaniu tego, co studiuję. Postawienie wszystkiego na jedną kartę też nie było dla mnie rozwiązaniem, choćby ze względów finansowych- to ogromna inwestycja, która cóż... nie wiadomo, czy się kiedykolwiek zwróci. Nie chciałabym też po kilku latach prób obudzić się i stwierdzić, że w sumie to nic nie mam. A ja chcę mieć wykształcenie, pracę i chce mieć możliwości by założyć rodzinę. To po prostu kwestia priorytetów i wyborów. Choć jak kto woli- może nie chciałam wystarczająco bardzo. 


Nie żałuję 

Biorąc pod uwagę ilość wylanych po egzaminach łez, trudno mi się do tego przyznać samej przed sobą, ale... nie żałuję, że się nie dostałam. Jedna z moich koleżanek dostała się do PWST w Krakowie (jeżeli to czytasz, to przesyłam buziaki!) i czasami oglądam jej snapy. Na początku byłam bardzo podekscytowana tym, jak to wygląda. Ale im dłużej oglądałam codzienność w szkole aktorskiej, tym bardziej się utwierdzałam w przekonaniu, że wolę moje spokojne, nudne prawo. Że wolę o określonej porze wracać do domu i robić obiad. Że wolę wieczorem oglądać seriale przed telewizorem, a zamiast uczyć się szalonych kroków tanecznych, wolę kodeks karny. Życie jest przewrotne i czasami wie lepiej, co jest dla nas dobre. Poniekąd właśnie dlatego nie próbowałam drugi raz i nie żałuję. Choć wiem, że pewnie jeszcze nie raz będę płakała nad kodeksami. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)