Kryzys, bez i pożyczki, czyli Tydzień na różowo

Ostatnio mało się tutaj dzieje, chociaż staram się co jakiś czas coś napisać, a powód wciąż ten sam- sesja. To naprawdę napięty czas, mnóstwo nauki i chcąc nie chcąc stresu. Mam nadzieję, że już niebawem się ze wszystkim uporam i wrócę ze zdwojoną siłą, a już niebawem będzie się działo całkiem sporo, a przynajmniej taką mam nadzieję! A Was zapraszam na krótkie podsumowanie kilkunastu ostatnich dni. :) 





Tak, tak, na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć, jak uczę się na balkonie. Z serii: przyjemne z pożytecznym. Jak się nie nauczę, to chociaż się opalę :D. A tak na serio to robiłam próby do takiego miejsca nauki, bo już mam dość siedzenia przy biurku i nie mogę sobie znaleźć miejsca, ale w południe na balkonie jest zdecydowanie za gorąco, żeby przyswajać nudy o organizacjach międzynarodowych.



Zazwyczaj więc wygląda to  raczej w ten sposób. Biurko, yerba i komputer. Oby tylko udało się jakoś wszystko ogarnąć. Często mam tak, że na kilka dni przed ważnym albo trudnym egzaminem dopada mnie kryzys. Już nic mi nie wchodzi, nie mam siły ani ochoty, żeby dalej to wszystko czytać i mam wrażenie, że to już i tak nie ma sensu. Okropne uczucie... Właśnie teraz mnie dopadło, dlatego dla odstresowania piszę sobie ten tekst. Może później uda mi się wrócić do notatek. Co śmieszniejsze, wczoraj dwa razy dzwonili do mnie różni konsultanci z ofertą pożyczek gotówkowych- czyżby sugerowali, że się przydadzą?


Na szczęście w międzyczasie znalazłam trochę czasu na spacer po moim ulubionym łódzkim Parku Helenów. To urocze miejsce pełne spokoju i zieleni w samym środku miasta. Mam tam dosłownie 3 minuty, a bywam dosyć rzadko. Muszę to nadrobić, bo to świetne miejsce. Można grillować, piknikować, albo po prostu siedzieć i patrzeć na wodę. To chyba jedna z najbardziej relaksujących czynności, jakie znam. 



Od dawna Somersby o smaku kwiatów bzu to jedno z moich ulubionych piw, więc gdy tylko dowiedziałam się, że zrobienie syropu z czarnego bzu jest banalnie proste zaczęłam szukać wszędzie tych kwiatków. Po zrobieniu dokładnego wywiadu znalazłam i od kilku dni cieszę się sokiem. Najśmieszniejsze jest to, że po tym jak znalazłam kwiaty w swoim rodzinnym mieście, zorientowałam się, że pod moim blokiem w Łodzi są trzy ogromne krzaki czarnego bzu, które dopiero zakwitły, więc wcześniej się po prostu nie zorientowałam, że to bez :D.

Zgodnie z przepisem na sto kwiatków (baldachimów) potrzebne są 3 litry wody, 3 kg cukru i 3 cytryny. Wodę zagotowujemy, cukier rozpuszczamy, sparzoną cytrynę kroimy w plasterki i wrzucamy do wody. Gdy woda trochę przestygnie wrzucamy do niej kwiatki (bez łodyżek) i zostawiamy na 48 godzin, a potem cieszymy się sokiem- PYCHA! Następnym razem dodam jednak mniej cukru, bo syrop wyszedł naprawdę bardzo słodki. Teraz czekam, aż bez przekwitnie i spróbuję zrobić coś z owoców.



Dzień Dziecka obfitował u mnie w niesamowite prezenty! Najpierw dostałam 5 z egzaminu z prawa karnego, na którym mi bardzo zależało. Lubię ten przedmiot i to jedna z nielicznych dziedzin, które mnie naprawdę interesują, ale wiecie jak to jest... Niekoniecznie zainteresowanie przekłada się na dobrą ocenę, a ja akurat jestem jedną z tych osób, które dobre oceny bardzo motywują do dalszego działania. W tym dniu dowiedziałam się także, że dostałam się na See Blogers i w lipcu jadę do mojego ukochanego Trójmiasta, gdzie będę miała okazję poznać wiele fantastycznych osób, których poczynania śledzę w Internecie. Niesamowicie się ekscytuję z tego powodu i już nie mogę się doczekać!


Linki tygodnia: 

A na blogu: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)