Dlaczego nie daję napiwków? #post15minut

Ten tekst w głowie siedział mi już od dłuższego czasu, ale nie mogłam się odważyć go napisać. Zainspirowana akcją Nadine #post15minut, która polega na tym, żeby napisać tekst, który opiera się głównie na naszych emocjach i tym, co w nas siedzi w 15 minut. Postanowiłam więc, że powiem Wam dzisiaj dlaczego nie daję napiwków. Mam świadomość, że ten tekst prawdopodobnie zderzy się z ogromną falą krytyki, bo jak to mogę nie dawać napiwków? I co to w ogóle ze mnie za sknera i chciwus, polactwo- cebulactwo itd.. Ale mam nadzieję, że po dalszej lekturze zrozumiesz mój punkt widzenia, choć nie musisz się z nim zgadzać.

dlaczego-nie-daje-napiwkow



Bo nie rozumiem 


To pierwszy i najważniejszy argument. Co do zasady nie robię w życiu tego, czego nie rozumiem. Nie widzę żadnego sensu w dawaniu napiwków, nie widzę ich celu i nie rozumiem, czemu je dajemy. Znam historię, wiem skąd się wywodzą - kiedyś nie płacono pracownikom karczmy i to była forma zapłaty za ich pracę. Dzisiaj kelnerzy dostają jednak normalną pensję (czy niską, czy wysoką, to kompletnie nie moja sprawa), więc nie rozumiem, czemu mam dodatkowo płacić za jego pracę. Bo kelner był miły, więc to wyraz wdzięczności. Sorry, ja tego nie kupuję. Był miły, uprzejmy i odsunął krzesło? No taka jego praca. I ma za nią zapłacone. Nie ma więc potrzeby, żeby dawała dodatkowe pieniądze za coś, co tak naprawdę należy do jego obowiązków.


Nie płacę kasjerce, nie płacę kelnerce 


To dla mnie prosta analogia. Nie potrafię zrozumieć, w czym zawód kelnera jest lepszy od innych i skąd ten przywilej. Okej, wyczytałam, że podobno można dać napiwek każdemu, z kim ma się bezpośredni kontakt, np. fryzjerowi, ale tego już kompletnie nie ogarniam. Ja przecież płacę za tę usługę. Skąd więc pomysł, żeby zapłacić więcej, niż się od nas oczekuje? Nie daję napiwków kasjerkom, paniom w banku ani listonoszowi (chociaż może wtedy wchodziłby na to trzecie piętro, zamiast zostawiać awizo). Czemu więc mam dawać napiwki kelnerowi? Praca kasjerki polega na tym, żeby skasować mi produkty, które wybrałam, praca pani w banku, to już szersze pole do popisu, bo może mnie np. przekonać do jakiegoś produktu, praca kelnera, to obsługa Twojego zamówienia w restauracji. To są różne usługi, ale co do zasady niczym się nie różnią.


Nie płacę dwa razy 


W restauracji płacę za posiłek, ale na jego cenę nie składa się przecież koszt samych produktów. Wtedy porcja pierogów nie kosztowałaby 10zł, tylko złotówkę. W tę cenę wliczone są przecież wszystkie koszty: praca kucharza, obsługa kelnerów, opłata za lokal, czyli ładne miejsce, w którym możesz zjeść i marża dla właściciela. To normalne. Płacąc więc za danie w restauracji, płacę też kelnerowi, bo on jest częścią składową całego tego przedsięwzięcia. I właśnie z tych pieniędzy potem dostaje pensję. Jaki więc jest powód, żeby dawać mu coś drugi raz ekstra? Jeśli miałabym komuś płacić dodatkowo, to może powinnam wpaść na kuchnię i dać napiwek kucharzowi, bo dzisiaj mi wyjątkowo smakowało. Podejrzewam, że by się zdziwił, ale to ma dla mnie dużo większe znaczenie, niż to jak podano mi ten talerz.


To by było na tyle, bo moje 15 minut nieubłaganie się skończyło. Zachęcam Was do wzięcia udziału w zabawie, bo powiem Wam, ze takie spisanie myśli, tak jak właśnie płyną to bardzo ciekawe doświadczenie. :) Koniecznie wpadnijcie też do innych dziewczyn, które wzięły udział w wyzwaniu, wpisując hashtag w wyszukiwarkę, min: Czekoada, Blue Kangaroo, Króliczek doświadczalny,. Rytm klawiatury :) To bardzo fajne teksty, więc warto kliknąć. :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)