5 sposobów na to, jak przeżyć maturę

Rok temu pisałam podobno najważniejszy egzamin w życiu, czyli maturę. Wcale nie było tak źle, jak wszyscy straszyli. W zasadzie moim zdaniem nie ma, co porównywać matury do prawa jazdy- było znacznie bardziej stresujące (no i maturę zdałam jednak za pierwszym razem). Co nie oznacza, że i matury nie można poprawić. Nie zakładałabym z góry takiej opcji, ale jeśli to Wam pomoże, to warto mieć tę świadomość, że wynik zawsze można poprawić i nic złego się nie stanie. Zawsze to może być pretekst do fajnego gap year?

W każdym razie matury rozpoczynają się już jutro, więc przygotowałam dla Was kilka sposobów na to, jak nie zwariować i podejść do tematu w miarę na luzie, bo to da zdecydowanie najlepsze efekty. Nie ze wszystkich sposobów korzystałam, ale ja ogólnie jestem dziwna i lubię pisać tego typu rzeczy, więc weźcie na to margines błędu.





1. Pożywne śniadanie 
Uważam, że to jest kompletny must have. To, czy będziesz mieć ze sobą podwiązke ze studniówki za bardzo nie wpłynie na wynik matury, ale już śniadanie zdecydowanie może. Czeka cię ponad półtorej godziny bez jedzenia i głód zdecydowanie może zacząć cię po prostu rozpraszać. Zresztą dawka energii rano pomoże w rozbudzeniu i mózg będzie efektywniej pracował. Moje faworyty to śniadanie na ciepło- np. jajecznica, tosty. Ale to już każdy wedle upodobań. A! Dla komfortu psychicznego zjadłabym śniadanie w piżamie- resztki jedzenia na białej koszuli to nie jest marzenie, a w taki dzień zdarzy się to na pewno.



2. Wytańcz to 
Kto z Was ogląda Chirurgów? Żałuję, że nie znałam tego sposobu wcześniej. Cristina, czyli moja ulubiona bohaterka, gdy się czymś stresuje lub martwi... wytańcza to. Pomysł kuriozalny, ale działa. Podnosi poziom endorfin w organizmie i pozwala na chwilę się wyłączyć. Pomysł może sprawdzić się zarówno na 5 minut przed wyjściem z domu- zapuszczacie ulubioną piosenkę i na chwilę się wyłączacie. Jestem też zwolennikiem pomysłu wyjścia na imprezę między maturami. Jasne, że niekoniecznie dzień przed, ale często matury są bardziej porozrzucane i taka impreza w ramach przerwy pomoże zrelaksować się i oczyścić umysł.



3. Spakuj się wieczorem 
To moim zdaniem punkt oczywisty. Nie potrafiłabym zasnąć z myślą, że nie wszystko mam naszykowane, spakowane itd. I z pewnością rano czegoś bym zapomniała. Często zdarza mi się o czymś zapomnieć, ale w dzień matury stres nawet na najbardziej poukładanych ludzi może wpłynąć tak, że wyjdą z domu bez dowodu. Także wieczorem proponuję spakować ze trzy długopisy (jeden do zakreślania krateczek, nienawidzę robić tego zwykłym długopisem. Żelowe/ cienkopisy znacznie przyspieszają sprawę). Paczka chusteczek higienicznych, dowód osobisty i przybory matematyczne. Dobrze też wieczorem przygotować ubrania. Może się okaże, że białą koszulę jednak trzeba wyprasować, albo że ostatnie rajstopy mają oczko. Nigdy nie wiadomo. :)



4. Superhero pose
Czyli kolejny pomysł zaczerpnięty z Grey's anatomy. Co prawda o power pose słyszałam już dawno, ale ta scena jakoś wyjątkowo do mnie przemawia. Jeżeli tuż przed maturą Twój poziom wiary we własne umiejętności gwałtownie spada, stań w pozycji superbohatera i poczuj, jak dociera do Ciebie moc, energia i pewność siebie. Jeśli czujesz się nadal nie do końca pewnie włącz matura to bzdura. Wtedy na pewno poczujesz się pewnie. ;)



5. Ucz się ze znajomymi 
Jeśli na kilkanaście godzin przed egzaminem nadal czujesz się niepewnie i wolałabyś coś powtórzyć, spotkaj się z kimś, kto właśnie przeżywa to, co Ty. Nie jestem zwolennikiem uczenia się tuż przed egzaminem, ale powtórzenie kilku najważniejszych zagadnień może poprawić Twoją pewność siebie. Często jest też tak, że jest kilka zagadnień, które nie do końca się czuje, a akurat jakieś podświadome przeczucie mówi, że na maturze będzie fragment "Ferdydurke"- warto polegać wtedy na sobie i dla świętego spokoju przejrzeć notatki z tego materiału. Nauka z kimś do po pierwsze dodatkowe wsparcie, a po drugie jest znacznie przyjemniej i zawsze można się też wspólnie zrelaksować.

6.* To taki mój maturalny trik, nie gwarantuję, że się sprawdzi, ale możecie przemyśleć. Zawsze arkusz z matematyki zaczynałam od zrobienia zadań zamkniętych, a potem przechodziłam do otwartych. Byłam więc już trochę zmęczona, mój umysł nie pracował tak, jak na początku, a do tego robiłam się głodna. Zazwyczaj więc oddawałam próbną maturę z pustym ostatnim zadaniem, jakimś zrobionym do połowy- nie chciało mi się już siedzieć, myśleć i szukać pomysłów na rozwiązanie. Na maturze zaczęłam właśnie od zadań otwartych i uważam, że to dużo lepszy pomysł. Zrobiłam je dość szybko, ze świeżym umysłem, pełna energii, a potem przeszłam do zamkniętych, które wymagają jednak mniej pracy i w ostateczności można po prostu strzelić, jeśli się nie ma już pomysłu. Moim zdaniem takie rozwiązanie sprawdza się znacznie lepiej, ale to już zostawiam Waszej decyzji.


3 komentarze:

  1. ,,... a potem przeszłam do otwartych, które wymagają jednak mniej pracy i w ostateczności można po prostu strzelić" Chyba zbyt rano, zbyt szybko. :) Na którym sezonie Chirurgów jesteś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O faktycznie, dziękuję za uwagę, poprawione! :) 16 odcinek, 11 sezon. :)

      Usuń

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)