Różowa Niedziela (1)

Ciężko mi się walczy z lenistwem i samą sobą, aby dotrzymać słowa danego Wam, ale przede wszystkim samej sobie i każdej niedzieli podsumować tu tygodniowe zmagania ze Słowem Bożym. Postanowiłam nazwać jakoś te wpisy, bo jakoś tak łatwiej mi, więc uznajmy, że będą to Różowe Niedziele. : ) Po polsku brzmi mi zdecydowanie lepiej. 
Cały tydzień nadal towarzyszył mi list do Efezjan i wszystko układało się razem tworząc w mojej głowie całość, którą nawet o dziwo systematycznie przelewałam na papier, ale nie miałam niczego, czym mogłabym się podzielić tu, żadnego konkretu, żadnego fragmentu, nic. No i nie bez przyczyny jest przecież niedziela. Zachęcam Was do zapoznawania się ze Słowem danym na dzień, bo dzisiejsza Liturgia Słowa niesamowicie uzupełniła cały tydzień i stanowi swoiste podsumowanie. 

"Ukaż nam Panie, Twoją ścieżkę życia" [Ps 16]

Każdego dnia uświadamiam sobie, że jestem, jak uczniowie idący do Emaus. Idę obok Chrystusa, ale Go nie dostrzegam, mijamy się. Ja w swoją, a On w swoją drogę. I choć ciągle jesteśmy blisko, to ciągle się mijamy. Drogi wciąż się przecinają, On ciągle jest obok, a ja albo ciągle nie widzę ogromu Jego miłości, albo nie chcę widzieć, albo boję się zderzenia z tą Drogą, którą On wybrał. Nie ja. Bo trochę Zosia- Samosia ze mnie jest i często wolałabym sobie sama i przede wszystkim sobie po swojemu. A to wychodzi tak, że wcale. 



Głupio tak iść sobie przez życie z klapkami na oczach. Bo czasami wystarczy delikatnie odwrócić głowę, żeby zobaczyć Jezusa, który macha zewsząd. Bo nie wiele trzeba, żeby dostrzec piękno wszędzie po prostu. Bo błękit nieba, bo mlecze (uwielbiam mlecze ! ), bo deszcze przecież też ładnie wygląda. I szkoda czasu, po prostu szkoda go na smutek, na siedzenie i trwanie w jakimś życiowym zastoju, bo coś. Najlepszym środkiem zapobiegawczym i terapią przeciwdziałającą jest Pismo. Pomaga widzieć Jezusa- zdecydowanie. A jak się go widzi, to serio wszystko staje się różowe. Nawet sprawiedliwe przegrywanie z pięciolatką w Chińczyka. :) Wystarczy nie przegapiać Jezusa, bo może się czasem okazać... A przecież lepiej żyć radością. :) Cieszcie się tym tygodniem, a o maturzystach pamiętam w modlitwie i trzymam mocno kciuki- kto, co woli. :)  

1 komentarz:

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)