Różowa kultura

Dawno różowej kultury tu nie było. Ostatnio opisywany przeze mnie film dostał Oscara- nieźle. ;) Dziś mam dla Was "Niebo istnieje...naprawdę". Jak to zwykle bywa- chodzę do kina tylko za darmo, czyli albo gdy ktoś za mnie płaci (ta opcja niestety zdarza się rzadko, bo albo jest to mama, która miłośniczką kina nie jest, albo jakiś zabłąkany mężczyzna, który decyduje się na tenże akt dżentelmeństwa, co w moim życiu zdarza się równie rzadko), albo gdy uda mi się zdobyć darmowe wejściówki, które wpadają w moje łapki na różne sposoby. Tym razem wygrałam podwójną wejściówkę w konkursie na fanpage'u MCK. Miło- takie niespodzianki bardzo lubię. :) 

Aż dziwię się, że w kinie wysiedziałam. Wtorek był dniem, w którym energia rozsadzała mnie tak, że nie byłam w stanie wysiedzieć pięciu minut na miejscu, wybrałam się na wycieczkę rowerową i kompletnie zapomniałam o zdjęciach, które planowałam zrobić. Trudno. O dziwo w kinie udało mi się wysiedzieć nieruchomo ponad półtorej godziny. A uwierzcie, że siedziałam jak zaczarowana. 



Historia, którą opowiada ten film jest... wyjątkowa. Moim wyznacznikiem tego, czy film jest dobry są łzy. Albo płaczę ze śmiechu, albo z wzruszenia. Tym razem łzy ciekły, jak głupie z tego drugiego powodu, chociaż śmiechu też nie brakowało. Jednak czterolatek proszący Anioły o zaśpiewanie piosenki Queenu jest urzekający. 

Powiem Wam, że siedziałam i zastanawiałam się bardzo poważnie, co bym zrobiła na miejscu pastora (leworęcznego zresztą!). Bo niby wszystko fajnie, niby wierzymy w Boga, w Niebo oczywiście też i oczywiście chcemy tam trafić. Ale w momencie, gdy ktoś ci mówi, że był w Niebie, to wszystko przestaje być tak bardzo oczywiste. Bo zwyczajnie zaczynamy się bać Nieba, bać tego, że faktycznie jest prawdę. Co przecież jest paradoksalne, bo wierząc, chcemy, aby było prawdą. Takie błędne koło trochę, ale to chyba normalne, że boimy się nieznanego. I właśnie to na różny sposób pokazywali bohaterowie filmu. Dużo do myślenia. Zdecydowanie. Nie na chwilę nawet, nie na czas filmu, a na długie poseansowe godziny i długie rozmowy. 

Czy film jest tylko dla wierzących? Jak dla mnie nie. Wierzących pobudzi do refleksji i zastanowienia się nad autentycznością własnej wiary. To na pewno. Ale niewierzących też powinien zachwycić. Całość była dla mnie tak piękna, że gdyby wyłączyli mi dźwięk i napisy, to myślę, że oglądałabym go z taką samą przyjemnością. Filmweb nie pokazuje kadrów, o które mi chodzi, więc po prostu musicie iść do kina i zobaczyć, bo warto. Okej, zostawiłabym też muzykę. Ale bez końca mogłabym oglądać trasę pastora do pracy, do domu, ogród botaniczny i inne niesamowite miejsca, które zachwycały swoim pięknem, tak że siedziałam i się rozpływałam. I choć chmury się nie ruszały (a ruszające się chmury to kolejny wyznacznik dobrego filmu!), to zachwycał każdy kadr. Dodając do tego świetną muzykę- mogę tak spędzić pół dnia. Serio. 

A wizja Nieba? Każdy ma inne wyobrażenie. Nie wiem na ile to jest pokrewne z TYM prawdziwym. Bo chociaż film oparty jest na prawdziwej historii, to myślę, że Nieba pokazać się nie da. Jest zbyt piękne. Ale wizja pokazana w filmie zdecydowanie urzeka i powiem Wam, że chętnie bym się tam udała. Nie taka prosta to sprawa, na razie mogę się udać co najwyżej do kina. A film gorąco polecam. :) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)