Alleluja!

Wielkanoc to czas Zmartwychwstania- przede wszystkim Jezusa oczywiście, bo to w końcu zwycięstwo Życia nad śmiercią świętujemy. Ale rok rocznie to także czas mojego prywatnego zmartwychwstania. Zawsze Wielka Noc jest dla mnie czasem nawrócenia, przypomnienia o tym, co jest dla mnie najważniejsze. Co poza nieograniczonymi pokładami pysznego jedzonka przyniosły te święta? 
Już od dawna borykałam się z powrotem do codziennego czytania Pisma Świętego (albo choć prawie codziennego...). W każdym razie, aby w ogóle ono żyło we mnie, bo przecież Biblia jest Księgą Ksiąg, księgą życia, a to przecież o życie stawka się toczy. I to wieczne życie. Dlatego oficjalnie ogłaszam (boję się takich ogłoszeń strasznie, bo nigdy nie jestem pewna, czy mi się uda). Ale niech będzie! Każdej niedzieli będę się z Wami dzieliła swoimi refleksjami płynącymi z tygodniowej lektury Pisma Świętego i fragmentami, które wyjątkowo mnie dotkną. 
A co do strachu przed robieniem oświadczeń- nie podzieliłam się z Wami moim wielkopostnym postanowieniem, bo byłam przekonana, że nie wytrwam, więc stwierdziłam, że nie będę rzucać słów na wiatr, a podzielę się z Wami, jak się uda. Otóż przez cały Wielki Post nie kupiłam żadnego ubrania. :) A uwierzcie mi, że to było duże wyzwanie. Po co takie coś i co to daje? Wyrzeczenia zawsze można ofiarować, ale to, co ja cenię najbardziej to kształtowanie wytrwałości i silnej woli, które często przydają się właśnie w religijnym życiu. 
A teraz zostawiam Was ze zdjęciami z babcinego domu. Chociaż nigdy nie dekorujemy wnętrz w jakiś specjalny sposób, pisanki nie są ani artystycznie pomalowane, ani minimalistycznie ozdobione markerem, a potrawy nie wyglądają tak zjawiskowo, jak na innych zdjęciach, to chcę się nimi z Wami podzielić. Dlaczego? Bo właśnie taka domowa prawdziwość jest najpiękniejsza. :) 



1 komentarz:

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)