Różowa kultura: Wilk vs. Zniewolony

Nie wiem, co się dzieje, ale w ostatnim czasie szaleje z chodzeniem do kina i w tym roku byłam już chyba więcej niż w całym tamtym. I wiecie co? Podoba mi się to! :) Tym razem w Różowej kulturze chciałabym Wam opowiedzieć o dwóch filmach nominowanych do Oscara, które w ostatnim czasie obejrzałam. Pierwszy był Zniewolony. 12 year a Slave, drugi Wilk z Wall Street. Zdecydowanie mogę polecić oba, bo faktycznie są rewelacyjne- pod każdym względem. Bo zachwyca i fabuła, i muzyka, i gra aktorska (tę kupuję najbardziej). Który lepszy? O tym zaraz. 


Lepszy to mało adekwatne określenie, bo te filmy po prostu ciężko porównać. Bałam się, że na Wilku będę się nudzić, bo jak można tyle wysiedzieć w kinie?! Ale byłam pozytywnie zaskoczona, bo nie miałam czasu, żeby się nudzić. Wilk to film, który koniecznie trzeba zobaczyć właśnie w kinie, bo myślę, że tam robi największe wrażenie. Wiadomo, że każdy fajnie jest obejrzeć na dużym ekranie, ale jest grupa, które wybitnie trzeba i właśnie do nich należy Wilk. Powiem Wam, że zdecydowanie pokochałam DiCaprio po tej roli. Był nieziemski- dla niego mogłabym ten film oglądać jeszcze wiele, wiele razy. 
Jeśli jednak mam powiedzieć, który mi osobiście bardziej się podobał, to wygrywa Zniewolony. Siedziałam wciśnięta w fotel z cieknącymi łzami i nie mogłam się doczekać następnej sceny, żeby dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy bohatera. Historie związane z niewolniczym Południem lubiłam już dawno temu, ale mój obraz był zdeformowany przez "Przeminęło z wiatrem". Oczywiście- miałam poczucie, że niewolnictwo jest złe, niehumanitarne i nie ma racji bytu, ale nie dostrzegałam cierpienia indywidualnej jednostki, bo przecież Mammy była najszczęśliwsza w Tarze. Zniewolony pokazał mi, że nie zawsze wyglądało to tak 'normalnie', jak mi się wydawało i pokazał dramat Południa, dramat konkretnych ludzi. I tutaj także ogromne ukłony dla Ejiofora, który stworzył niesamowitą postać. 
Więc jeśli nie wiecie, co zrobić z wolnym wieczorem- polecam oba te filmy. :) Może żaden z nich nie jest do końca różowy, ale da się znaleźć coś optymistycznego. To, co można znaleźć, jako wspólny element, to historia dążenia do celu i osiągania tego, co niemożliwe. Ten motyw pojawia się w obu historiach, a ja takie motywy bardzo lubię, bo napawają mnie ogromną dozą pozytywnej energii, wlewają wiarę w to, że da się osiągnąć to, co wydaje się niemożliwe i dają kopa do roboty. I za to im chwała. 

3 komentarze:

  1. Wilka koniecznie muszę obejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja oglądałem Wilka i miałem trochę mieszane uczucia. Zgadzam się, że film dobrze zrobiony i wciągający, ale cała wymowa... smutna. Choć to może subiektywne odczucie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj bardzo smutna... Też mnie dotknęło.

      Usuń

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)