Różowa kultura

Wyrzuty sumienia mam, że znów między wpisami są ogromne przerwy... Zimno mi chyba ostatnio i jakoś tak się 'nie składa' . W każdym razie wczoraj zrodził się w mojej głowie pomysł na pewien nieregularny cykl na blogu. Cykle mają to do siebie, że są regularne. Mój będzie inny. Nie lubię w żaden sposób ograniczać się terminami i tematami, więc Różowa kultura będzie cyklem powstającym z potrzeby mojej- coś dobrego obejrzę, zobaczę, przeczytam, usłyszę- tym się z Wam podzielę. Róż ma wile odcieni- tak jak i ten cykl. Róż jest kolorem tego bloga, więc nie mam zamiaru pisać Wam czegoś, co możecie znaleźć w przestworzach sieci. Będą to głównie moje nikogo pewnie nieobchodzące przemyślenia. :) Pewnie nierzadko będzie to coś faktycznie różowego- mam słabość to optymistycznych historii i szczęśliwych zakończeń. 





Pierwszy wpis jednak z różem za wiele wspólnego nie będzie miał. Wczoraj byłam w kinie na "Pod Mocnym Aniołem". Można spotkać się ze skrajnymi opiniami. Jednym się zdecydowanie nie podoba, inni uważają, że można po nim przestać pić. Co do tego ostatniego to nie jestem przekonana, bo panowie obok mnie bez skrupułów otwierali podczas sensu kolejne piwa... Jedno co można powiedzieć na pewno to to, że na pewno nie można go po prostu obejrzeć. Nie jest to film z serii tych, które nie wywołują w nas żadnego wrażenia, nie jest to film, który się po prostu ogląda dla zabicia czasu. Siedziałam nieruchomo przez ponad półtorej godziny. Chociaż momentami miałam dość i czekałam na koniec, to film wrażenie wywarł na mnie ogromne. Sformułowanie: podobał mi się, chyba nie jest do końca trafnym, bo ciężko tu o podobaniu mówić. Na pewno na długo zapada w pamięć, stawia wiele pytań, a to w kinie lubię. Lubię też nadzieję. Bałam się, że jej zabraknie, ale da się iskrę dostrzec. Do wstrząsającej fabuły i niesamowitej muzyki dochodzi rewelacyjna gra aktorska, która w sumie nie jest zaskoczeniem, bo obsada jest doborowa. Myślę, że warto raz ten film obejrzeć. Raz, bo to nie jest film do kilkukrotnego oglądania. Przynajmniej dla mnie. 

Pewnie wiele osób już było. Jakie są wasze wrażenia? 

2 komentarze:

  1. Też byłam - i miałam właśnie napisać coś niecoś na blogu o tym filmie. Rzeczywiście jest dość poruszający i nie da o sobie tak po prostu zapomnieć... Myślę, że warto zobaczyć go, przemyśleć i zastanowić się, czy w naszym otoczeniu nie ma osób, które da się uratować, pomóc im w wyjściu z alkoholizmu. Przecież w filmie nie były pokazane osoby z tzw. marginesu, lecz przeróżne, nawet wykształcone - aptekarka, ksiądz, pisarz... Film ten daje do myślenia i zgadzam się z Twoją opinią na jego temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja znajoma była i z tego co wiem, podobał się jej. Sama pewnie zobaczę, jestem go bardzo ciekawa :)
    Pozdrawiam O.D

    OdpowiedzUsuń

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)