Boże Narodzenie jest...

Boże Narodzenie- urodziny Jezusa Chrystusa obchodzimy w grudniu każdego roku. Tylko czym rzeczywiście są święta? Czy to czas dla Boga, dla rodziny? Czy jedynie okazja do uroczystego i zdecydowanie przesadnego jedzenia? Pozostawiam Was ze zdjęciem najbardziej niekonwencjonalnej choinki, która stoi w babcinym królestwie i życzeniami zaczerpniętymi od Matki Teresy, aby Boże Narodzenie w Waszych życiach było każdego dnia. Tymczasem korzystając z chwili wolnego idę czytać. Wreszcie coś innego niż lekturę. I obiecuję powrócić do regularnego skrobania tutaj- zainspirowana kilkoma ciepłymi słowami, które w ostatnim czasie regularnie się powtarzały. :)

Aż muszę edytować wpis... Właśnie jednym uchem słuchałam polsatowskich Wydarzeń chyba i strasznie się zbulwersowałam. Pan prezenter mówił o ludziach, którzy nie obchodzą świąt- okej. Szanuję ich. Ale potem już przestało mi się podobać. Pan zaczął mówić, że święta nie są tylko dla tych, którzy przyjmują do swojego życie Byt Wyższy (coś takiego), ale także dla tych, którzy czują przywiązanie do swojej wspólnoty rodzinnej, przodków. Co?! To ja chyba zupełnie inaczej pojmuję Święta Bożego Narodzenia. Bożego. My nie świętujemy tego, że dzień staje się dłuższy, tego, ze mamy fajną rodzinę (albo nie), tylko URODZINY JEZUSA. Chyba się mijam z dzisiejszym światem, dla którego niedziela może być w środę, bo nie ma różnicy, a ludzie bardziej elegancko ubierają się na urodziny członka rodziny niż na Boże Urodziny. 



Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata 
i wyciągasz do niego ręce, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, 
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom", 
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy, 
jest Boże Narodzenie.


3 komentarze:

  1. :)
    Wesołych :) ! Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny blog <3
    agrestaco6.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Im jestem starsza tym mniej radykalna...
    Do niedawna byłam bardzo cięta na osoby, które nie wierzą w Boga, ale obchodzą Boże Narodzenie - coś mi nie grało, krytykowałam je. W te święta przeczytałam natomiast w "Moim życie z Mozartem" Schmitta takie słowa:
    "Boże Narodzenie. W samym środku zimy, o tej porze roku, gdy boimy się, że zwycięży mrok, że zimno zamieni nas na zawsze w bryłę lodu. (...) Obchodzimy narodziny Boga, który mówi o miłości... Nie ważne, czy w Niego wierzymy, czy też nie. Skoro już chciałem obchodzić Boże Narodzenie, to powinienem przynajmniej święcić miłość... (...) Istnieje świat czysto ludzki, ustanawiający własne święta, własne reguły, własne wierzenia, spotkania, gdy głosy łączą się w harmonii, by uwolnić piękno, które rodzić się może jedynie ze zgody i porozumienia osiąganego w imię wspólnego trudu, jednego celu, dzielonych z innymi emocji. (...) W to królestwo - poza chrześcijaństwem i judaizmem, niezależnie od religii - chciałem wierzyć."
    i pomyślałam, że ma racje - jeśli święta mogą sprawić, że ktoś, ktokolwiek by to był, będzie ciut lepszy to bardzo dobrze, że je obchodzi.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)