Money, money, money...

Czasami zastanawiam się... do czego właściwie dzisiaj dążymy? Co właściwie jest dla nas najważniejsze? Co stawiamy na pierwszym miejscu? Co a może Kogo? I wiecie co? Coraz mocniej ogarnia mnie przerażenie. Przeraża mnie chyba przede wszystkim pęd dzisiejszego świata. Ciągle gdzieś biegniemy, jesteśmy zobowiązani coś zrobić, mamy milion spraw na głowie, ciągle nie mamy na nic czasu, a przecież ciągle coś robimy. Tylko... po co? Czy rzeczywiście wszystko to, co tak bardzo nas absorbuje jest ważniejsze od długiej kąpieli z dobrą książką, kawy z przyjaciółką, wypadu rowerowego z rodziną? Aż wreszcie... chwili oko w Oko z Tatą? 





Stawiamy sobie jakieś niebotyczne cele, poprzeczka z dnia na dzień rośnie coraz wyżej. Wymagania współczesnego świata zdają się w zawrotnym tempie wzrastać. Kiedyś człowiek po studiach był rzadkością, był osobą niesamowicie wykształconą. Dziś, zaryzykuję stwierdzenie, że dwa fakultety stają się minimum w walce na rynku pracy. No właśnie... na rynku pracy, bo przecież dziś najbardziej liczy się to, żeby mieć wysokie zarobki, bo jak to inaczej? Na wszystkich rodzinnych zjazdach słyszy się tylko rady cioć i wujków, którzy wymyślają ci coraz bardziej popłatne zawody, coraz bardziej prestiżowe, w których oczywiście królują lekarz i prawnik. Bo przecież dobra praca w życiu najważniejsza! Tylko czym jest dobra praca? Czy to taka, którą lubimy i w której jesteśmy dobrzy, czy taka, która daje kupę pieniędzy? Wszak przecież pieniędzy nigdy za wiele... Czy jednak nie gubimy w tej całej pogoni za luksusem siebie? Siebie jak siebie. Ale Najwyższego? Czy w gonitwie za pracą, sukcesem, pieniędzmi wiemy, kto w naszym życiu jest najważniejszy. Czy kto nie zamieniamy na co. I odpowiedzi: Chrystus nie zamieniamy na: kasa, sukces, kariera i inne? A przecież Chrystus uczył, żeby mieć tylko to, co nam do życia konieczne. Uczył, żeby wyzbywać się majątku, a nie go nabywać. Czy nadal czerpiemy z nauki Jezusa, czy korzystamy z niej wybiórczo i słyszymy tylko to, co słyszeć chcemy, to, co słyszeć nam jest wygodnie?

Co się dzieje, że nie potrafimy zrobić zakupów do soboty i koniecznie musimy ustawiać się w niedzielnych niekończących kolejkach w supermarkecie umyślnie wybudowanym obok kościoła? Na czym polega fenomen niedzielnych Biedronek, które tłumnie wiernie nawiedzają tuż po mszy i o 13 ruch robi się tam znacznie większy niż w sobotę o 10. Ekonomiści mówią, że zakaz handlu w niedzielę byłby zbyt dużą stratą dla budżetu. Podczas tygodniowych Mszy świętych ławki kościelne świecą pustkami w takim stopniu, że nie ma komu podać ręki na znak pokoju. W kaplicy z nieustanną adoracją Najświętszego Sakramentu powstał zeszyt, w którym wierni wpisują dyżury, żeby ktoś ciągle uwielbiał Chrystusa, bo kaplica świeci pustkami w ciągu dnia, pełna zaś po mszach. Bo... bo wciąż brak czasu? Bo się nie chce? Bo nie po drodze? Bo coś ważniejszego do załatwienia? Bo co? Dla mnie odpowiedzi wciąż brak. Pozostaje jednak wciąż jedno pytanie- Kto/co jest dla Ciebie w życiu najważniejszy/e? Bo jeśli Jezus- to wszystko jest proste. A jeśli nie? 

4 komentarze:

  1. Myślę,że tajemnica sukcesu tkwi w zrozumieniu,że pieniądze to środek do pewnych celów,a nie cel sam w sobie :). A zakaz handlu w niedzielę na pewno odciążyłby wiele osób,ale takie regulowanie gospodarki z góry wywołało by na pewno skojarzenia komunistyczne,także u mnie. Pozdrawiam :) Ania (od książek ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaahah.
    Skąd ja to znam, kiedy każdy wymyśla ci, co jest teraz dobrze płatne, a prawda jest taka, że po niewielu kierunkach jest ta praca w Polsce, więc trzeba wybrać coś co się lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak. I najgorzej powiedzieć wtedy, że chcesz zostać, np. nauczycielką- wszyscy, łącznie z gronem pedagogicznym, reagują tak samo i uważają, że przecież stać cię na więcej! :D

      Usuń

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)