Podkuj buty

Dziś ostatni dzień stycznia, który przeżyłam jako miesiąc porządkowania. Porządki pewnie kojarzą się z wiosną, ale dlaczego by nie zacząć wielkiego sprzątania w środku zimy? Co sprzątałam? Absolutnie wszystko! Mam porządek w szafie, w komodzie, w końcu założyłam teczki na wszystkie kserówki z języków obcych. Uporządkowałam też swoją codzienność- mam kalendarz, w którym w końcu regularnie zapisuje to, o czym powinnam pamiętać- łącznie z tym kiedy wzięłam nową parę soczewek i jaką książkę przeczytałam. Tak! W końcu udało mi się znaleźć czas na czytanie książek, które tak bardzo lubię, a na które zazwyczaj czas mi gdzieś uciekał. Próbowałam też zrobić porządek w tym, co siedzi we mnie w środku- tu już nie było tak łatwo, bo to nie tak szybko, jak z wyrzuceniem wszystkich ubrań z szafy, ale za rękę z Legalną blondynką staram się odkurzać kolejne zakamarki. ;) Ale definitywnie największym styczniowym sukcesem jest... NAMIOT SPOTKANIA- udało mi się każdego dnia przeczytać jeden z fragmentów liturgii, który był podany w moim kalendarzu. 


W tym miesiącu przeczytałam cztery książki- wypada po jednej tygodniowo- jestem z siebie dumna! Pierwsza była "Kiki van Beethoven" E.E. Schmitta, którą dostałam na urodziny- bardzo pozytywna- szczególnie pierwsza część, która opowiada o kobiecie, która szuka dziś Beethovena. Druga część, to kolejny cykl autobiografii Schmitta- po życiu z Mozartem, czas na Beethovena. Nie czuję muzyki poważnej tak, jak autor, więc nie do końca przemawiała do mnie ta druga część. 
Z klasyki- "Makbet" i "Świętoszek". Jednak najlepszą powieścią, którą przeczytałam w styczniu jest definitywnie "Dziewczyna z pomarańczami" Josteina Gaardera. Mimo tego, że czytałam ją drugi raz, to wciąż nie mogłam się od niej oderwać- przekazuje uniwersalne prawdy o miłości. To niesamowicie ciepły list, który George dostaje od swojego nieżyjącego już od kilkunastu lat ojca- taki list do przyszłości. Myślę, że w "Dziewczynie z pomarańczami" każdy znajdzie jakąś wskazówkę dla siebie, pokrzepienie, nadzieję. :) 

Idzie luty- podkuj buty! Teoretycznie luty to najgorszy moment zimy- ja się jednak nie dam! No dobra...- właśnie leżę w łóżku ze stanem podgorączkowym i toną chusteczek wokół mnie... W każdym razie luty to miesiąc samorealizacji, samorozwoju- będę rozwijać swoje pasje, uaktywniać swoją prawą półkulę, kreatywność i wyobraźnie, ale przede wszystkim będę się rozwijać w tym, co jest dla mnie ważne. ;) 

4 komentarze:

  1. Ahhh Przyszła mi ochota na czytanie. ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tylko sesja się skończy, to lecę do biblioteki oddać wszystkie książki do egzaminów i wracam z górą takich, na które chcę poczytać dla siebie. :) Już nie mogę się tego doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie miło Ci będzie usłyszeć, że zrobiłaś już w tym roku 800% normy, jeśli chodzi o czytanie. Statystyki mówią, że przeciętny Polak czyta pół książki rocznie. A rok się przecież jeszcze nie kończy :).
    Ja też jakoś lepiej się ostatnio ogarniam, w tym roku. Jestem zadowolona zwłaszcza, jeśli chodzi o przygotowania do matury, choć przez nie moje czytanie rekreacyjne i inne pasje trochę kuleją. W pewnym momencie uczyniłam jednak z nauki historii pewnego rodzaju pasję i zaczęło sprawiać mi to przyjemność (niedługo będę historycznym zboczeńcem, jak Marcin ;)).
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha- czyli mogę sobie już darować czytanie. :D
    Cały czas fascynują mnie ludzie, którzy lubię historię- wielki szacun!

    OdpowiedzUsuń

Twój dobre słowo, motywująca krytyka są dla mnie motorem do działania! Zostaw ślad po swojej obecności. :)