Ona temu winna...

Ona temu winna...

Co jest z nami nie tak, że zamiast winić sprawcę, szukamy usprawiedliwień i przerzucamy winę na ofiarę. Co jest z nami nie tak, że postrzegamy kobiety, jako te, które muszą być odpowiednio ubrane, bo inaczej same się proszą. Bo przecież krótka spódniczka czy głęboki dekolt są jednoznaczne z wyrażaniem ochoty na seks. To że ładnie wyglądasz, masz makijaż i dopasowaną sukienkę, jasno przecież mówi, że szukasz faceta. A potem wielkie halo, że coś się stało. Ona sama temu winna - trzeba było nie prowokować. No jak można było się oprzeć, jak tak wyglądała? To w zasadzie jej wina, że sprowadziła mężczyznę na złą drogę i przestał myśleć. Ona temu winna...
A jak była ubrana? Może miała duży dekolt? Pewnie sama go sprowokowała... Trzeba było nie zakładać takiej krótkiej spódniczki! Albo lepiej pilnować drinka... Za każdym razem, gdy czytam takie komentarze, gdy widzę taką postawę w jakimś filmie albo serialu lub co gorsza zderzam się z nią na żywo, w głowie mam tylko jedną myśl - skąd do cholery biorą się takie pytania?! 




A ja zostaję w Polsce

A ja zostaję w Polsce

Z Modlina najtaniej. Najtaniej, żeby uciec z Polski po ogłoszonych wynikach wyborów. To już wiem. Wiem też, że całkiem niedawno kupiłam bilet powrotny do Polski i że chcę w niej zostać. Miałam milion burzliwych i szalonych pomysłów na to, co mogę robić w życiu. Sprawdzałam, jakie certyfikaty umożliwią mi naukę angielskiego w Tajlandii, szukałam pomysłów na zdalne zarabianie i jeździłam palcem po mapie, zastanawiając się, gdzie chciałabym zamieszkać najbardziej. Teraz wiem, że chociaż kocham podróże, to mój dom jest w Polsce i to tam czuję się u siebie (no dobra, część mojego serca mieszka w Barcelonie..). I ja, chociaż nie głosowałam na zwycięską partię, to w Polsce zostaję. W tej Polsce, w której trzeba protestować pod sądami, w tej Polsce, w której pietruszka jest droższa od drobiu, a brak dzieci i męża to hańba, która może sprawić, że zwolnią mnie z pracy.



Jak się żyje w okupowanym państwie?

Jak się żyje w okupowanym państwie?

Od półtora miesiąca mieszkam sobie na Cyprze. Ostatnim europejskim państwie, które jest okupowane. Ostatnim europejskim państwie, przez które przebiega granica. A dokładniej w Nikozji - jedynej europejskiej stolicy, która jest podzielona. Przez środek miasta przebiega granica, stoją strażnicy, jest kontrola graniczna, a po przejściu na "turecką" stronę włącza się szalenie drogi roaming, bo przecież już nie jesteśmy w Unii Europejskiej, zmienia się waluta i kolor flag. Tylko ruch pozostaje dalej lewostronny. Przylatując na Cypr wiedziałam o tym wszystkim, nie miałam jednak pojęcia, czy widać na ulicach, że w tym kraju nie panuje pokój, czy na co dzień da się odczuć, że jedna trzecia kraju jest nadal okupowana. Czy na Cyprze żyje się inaczej niż w Polsce? To na pewno.


Kyrenia

Czy można zagłosować za granicą?

Czy można zagłosować za granicą?

Mieszkam sobie beztrosko na wyspie, słońce świeci, życie się toczy i jest bardzo przyjemnie! Aż można zapomnieć o całym świecie... Tymczasem już 13 października wybory parlamentarne! No tak... ale przecież jestem za granicą, więc pewnie nie mogę zagłosować, a nawet jeśli to pewnie to jakaś super skomplikowana procedura, więc dam sobie spokój i tyle. Bez mojego jednego nieistotnego głosu wybory będą tak samo ważne, więc już nie przesadzajmy. Zagłosuję następnym razem. Następnym razem, czyli.... za 4 lata?! A to oznacza, że przez 4 lata nie będę mogła narzekać na wybraną władzę, bo ja się do tego wyboru nie przyczyniłam? No way! 
Do wyborów można mieć różne podejście - jedni chodzą, a inni nie. Dla mnie to zawsze było coś niesamowicie ważnego i na swoje pierwszy wybory, w których mogłam wziąć udział i oddać głos czekałam z ogromną niecierpliwością. I cieszę się, że mogę w jakimś stopniu mieć wpływ na to, co dzieje się w moim kraju. I jasne, że wiem, że moim jednym głosem dana partia nie wygra wyborów, ale to nie oznacza, że mój głos jest bez znaczenia. Cóż.... gdyby do urny poszedł każdy z tym swoim nieznaczącym głosem, pewnie żylibyśmy w inaczej funkcjonującym państwa. Ale dzisiaj nie będę Cie przekonywać do słuszności głosowania, bo wierzę, że masz na tyle dużo społecznej świadomości, że na te wybory się wybierasz, nawet jeśli nie będziesz wtedy w swoim miejscu zamieszkania. Jeśli jednak interesuje Cię, dlaczego ja w niedzielę pójdę na wybory, to zapraszam do tekstu, który napisałam rok temu. Ja już dopisałam się do spisu wyborców w Nikozji i obiecuję, że cała procedura nie zajmie Ci więcej niż 2 minuty! 



Dla planety rezygnuję z samolotów

Dla planety rezygnuję z samolotów

Gdy napisałam tekst o tym, że zostały mi 33 lata życia, część z Was zarzuciła mi, że moje zachowanie jest niespójne - bo jak to z jednej strony mówię, że źle się dzieję na naszej planecie i niebawem globalne ocieplenie przyczyni się do jej kresu, a z drugiej strony, mówię, że kupiłam bilet. Bilet lotniczy. Jak się jedno trzyma drugiego, skoro chciałabym pożyć trochę dłużej, a jednocześnie rozbijam się po świecie złymi samolotami, które zostawiają po sobie ogromny ślad węglowy? Mam świadomość, że jako twórca powinnam brać odpowiedzialność za swoje teksty i nie namawiać Was tylko do hedonistycznego podejścia do życia (którego jestem ogromnym zwolennikiem), ale też przeanalizować wszystkie inne rozwiązania i możliwości. I tak przyszła do głowy jedna myśl - dla planety rezygnuję z samolotów. Ładną pogodę tu mają, więc zostaję na Cyprze. Bo inaczej niż samolotem wrócić się nie da.