Stylizacja pod Luwrem, czyli jak się ubrać na zwiedzanie zimą

Stylizacja pod Luwrem, czyli jak się ubrać na zwiedzanie zimą


Blogerka modowa ze mnie żadna, nie oszukujmy. Cieszę się, że to odkryłam i zrozumiałam, bo inaczej marne byłyby losy tego bloga, a tak na szczęście ma się on całkiem nieźle. Mimo wszystko lubię sobie czasem blogerkę modową poudawać i wrzucić tu jakąś "stylizację" bez zbędnego pisania. Prawda jest taka, że na co dzień chodzę w jeansach i Timbach, bo tak mi najwygodniej i zdecydowanie daleko mi do jakiś wyszukanych modowych połączeń, ale czasami lubię pokombinować i wtedy właśnie robię zdjęcia i je Wam pokazuję.


Paryż zobowiązuje i nie chciałam chodzić ubrana zwyczajnie, a przede wszystkim nie chciałam zwiedzać Paryża w spodniach. Tak, da się tak, co więcej można nawet nie zmarznąć. Grunt to ciepłe buty, które nie przemakają, skarpetki i grube rajstopy. Na ekstremalne temperatury dorzucam jeszcze ocieplane legginsy i jest dużo cieplej i wygodniej niż w spodniach. Ja postawiłam na nieco szalone rajstopy we wzorki, które przedstawiają różne łódzkie budynki. To Rajtuzy Miastowe polskiej marki Gabriella. Wzorów jest dużo więcej i przyznam, że każdy podoba mi się bardzo. Te są do tego dobrze wykonane i cieplutkie.

Mit, że w sukienkach jest zimno, to dla mnie jeden z najgłupszych mitów, bo wszystko jest kwestią odpowiedniego ubrania. Paryżanki na przykład chodziły w rozpiętych płaszczach i półbutach, także ten, tak też można. Na pewno wyglądały dużo ładniej niż ja, ale mnie było chociaż ciepło i jeśli mam wybierać między ładnie, a ciepło, to zawsze wybiorę ciepło.

Dla mnie poza ciepłymi butami, obowiązkowymi elementami są czapka, szalik i rękawiczki. Zupełnie nie wyobrażam sobie, jak miałabym bez nich wytrzymać na co dzień, a co dopiero chodząc cały dzień po mieście. Do tego zawsze ubieram się warstwowo. Na zdjęciu mam np. na sobie podkoszulkę, czerwony sweterek i gruby wełniany kardigan. W zanadrzu miałam jeszcze cienki kardigan, który przydał mi się wieczorem, gdy zrobiło się chłodniej.


Gdy pierwszy raz jechałam, zwiedzać zimą, byłam trochę przerażona wizją chodzenia cały dzień po mieście, gdy temperatura nie sprzyja, ale dzięki temu nauczyłam się kilku patentów i wiem, że da się i może to nie być nawet uciążliwe. Podstawa to warstwy, żeby można było się doubierać, albo zależnie od potrzeby rozebrać, ciepłe buty i pozakrywane wszystkie miejsca, przez które ucieka ciepło. Czyli podkoszulka włożona w spodnie, czapki, szaliki itd., rękawiczki zawsze starannie wsuwam pod sweter, żeby przypadkiem mi się nie podwinął rękaw. To takie niby pierdoły, ale sprawiają, że jest dużo cieplej i można poznawać nowe miejsca nawet zimą.






Sweter czerwony - Warehouse (SH) 
Kardigan- zrobiony przez Babcię
Spódnica- Zaful 
Płaszcz- Krawcowa
Czapka, szalik - H&M
Rajstopy - Gabriella (Rajtuzy miastowe) 
Buty - Timberland
Jak nie marnować jedzenia?

Jak nie marnować jedzenia?

Zbliża się okres świąteczny, a więc i za razem okres wzmożonego marnowania jedzenia. A jedzenia w Polsce marnujemy i tak sporo, bo statystycznie Polak wyrzuca rocznie do kosza około 52kg dobrych produktów. Jesteśmy na 5. miejscu na liście krajów, które mają problem z marnowaniem jedzenia, więc jest nad czym pracować. Przyznam się, że nie rozumiem, jak można wyrzucać jedzenie, które nadaje się do spożycia, ale takie są fakty. Przeraża mnie to i smuci, bo po pierwsze to znaczy, że nie szanujemy tego, co mamy, a mamy wiele, skoro nam zbywa. Są przecież tacy, którzy nie mają jedzenia. Ale oznacza to też, że nie szanujemy swojej pracy i swoich pieniędzy, bo przecież jedzenie kosztuje, i to nie mało, a wiecie, że ja pieniądze bardzo szanuję.

Nie jestem idealna i przyznaję się publicznie, że zdarza mi się wyrzucić coś zepsutego. Zawsze jest mi wtedy smutno i głupio, że nie ogarnęłam tego wcześniej i coś się zmarnowało. Panią domu jestem stosunkowo niedługo i nadal się uczę. Czasami niestety zdarzy mi się coś przeoczyć, przegapić albo źle zaplanować i przez to coś zmarnować. Największy problem mam z produktami, których nie używam, a czasami potrzebuję małej ilości, np. śmietanę do jakiegoś sosu - nie zużywam całej, a potem nie mam do czego wykorzystać. Mimo wszystko pracuję nad tym i staram się wyrzucać jak najrzadziej, a żeby tak się działo, mam kilka sprawdzonych sztuczek.



Mała rzecz, która całkowicie zmienia jakość życia

Mała rzecz, która całkowicie zmienia jakość życia

 Każdy z nas ma takie przedmioty, bez których nie wyobraża sobie życia. Takie, które całkowicie je zmieniły i ich brak jest dzisiaj niewyobrażalny. Choć bywa i tak, że przed pewnymi zmianami długo wzbranialiśmy się rękami i nogami, a zmiana ta okazałą się strzałem w dziesiątkę. Często tak jest np. z prawem jazdy i samochodem. Bronimy się, twierdzimy, że to nie dla nas, że nie potrzebujemy itd., a jak poznamy komfort bycia mobilnym, to nie wyobrażamy sobie, żeby było inaczej. Dla mnie taką rzeczą, która całkowicie zmieniła moje życie i bez której nie wyobrażam już sobie codzienności są soczewki kontaktowe.
Wadę wzroku wykryto u mnie jeszcze w podstawówce. Nosiłam wtedy brzydkie okulary a la pani profesor. W końcu w 5 klasie byłam już taka dorosła. Pomijając to, że wyglądałam w nich brzydko, to były bardzo niewygodne, a od silikonowych nosków bolał mnie nos. W gimnazjum przestałam nosić je regularnie. Każdy okularnik w nowej szkole rozumie ten ból – okulary na lekcji, a na przerwie już nie, bo przecież trzeba jakoś wyglądać. A wad leciała. Niestety, ale tak to działa, jeśli się nie koryguje wady, to ona pogłębia się coraz szybciej. I tak w 1 klasie gimnazjum zaczęłam nosić soczewki. Dzisiaj nie wyobrażam już sobie, żeby było inaczej? Dlaczego? Bo mają wiele niepodważalnych zalet, o których Wam dzisiaj opowiem.

Kosmetyczne przyjemności i leniuchowanie czyli Ulubione w listopadzie

Kosmetyczne przyjemności i leniuchowanie czyli Ulubione w listopadzie

Nie lubię listopada. Nie lubię i tyle. Pisałam nawet o 6 sposobach, jak przeżyć listopad. I w sumie wiele się u mnie nie zmieniło. Rozpieszczam się dobry jedzeniem, pięknie pachnącymi kosmetykami i po prostu zaktowiczam się w domu. To jest dla mnie czas w roku, który trzeba przeczekać. Jestem mniej wydajna i tyle. Trzeba to zaakceptować i się na siebie nie wkurzać. Mniej mnie w sieci, mniej publikuję, mniej pisze i w ogóle mniej mi się chce. Co nie oznacza, że w listopadzie nie robiłam nic, bo wbrew pozorom pracy miałam całkiem sporo. Ale takie studia sobie wybrałam. :) W pierwszym momencie, gdy zorientowałam się, że kończy się listopad, pomyślałam, że nie będę miała zupełnie o czym napisać- ŚWIETNIE. Po prostu super, tak przeżyć miesiąc, żeby nie móc znaleźć w nim nic fajnego. Ale zatrzymałam się na chwilę, usiadłam, pomyślałam i jednak kilka dobrych punktów znalazłam. Nie było tak źle, choć muszę przyznać, że był to dla mnie bardzo męczący miesiąc.




Promocje - jak nie dać się zwariować?

Promocje - jak nie dać się zwariować?

Wczoraj był Black Friday. Wielki szał zakupowy. Korki w okolicy Manufaktury już o 11 były takie, że trudno było przejechać. W radiu mówili tylko o tym, na jakąkolwiek stronę w internecie bym nie weszła, to trafiałam na informacje o promocjach. Zwariować można! Wiecie co kupiłam wczoraj? Nic. Dokładnie nic. Nawet wody, bułki czy batona. Nic. Bo tyle potrzebowałam. Dlaczego nie uległam magii Black Friday i jak to zrobiłam? Podzielę się z Tobą moimi sposobami na to, jak zachować rozsądek w takich sytuacjach i nie żałować potem nieprzemyślanych zakupów.